wtorek, 4 grudnia 2012

Wędrujący


Mimo, że była już jesień, przypłynął łódką. Starą, drewnianą, płaskodenną łódką. Taką, jaką miejscowi rybacy wypływają co rano na połów ryb żeby wyżywić swoje rodziny.
Wiedział, że aby dojść do jeziora będzie musiał przejść przez stary, buczynowy las i dalej wokół do miasteczka – sennego i zapomnianego przez Boga.
Miasteczka, w którym nic ciekawego  nie dzieje się, bo z jakich powodów akurat tutaj miałoby się coś ciekawego dziać?
Taką opinie o swoim miejscu na Ziemi wyrażali miejscowi.

Mógł przyjechać autobusem, ale uwielbienie zapachu butwiejących liści zachęciło go do pieszej wędrówki. Ci, którzy go znali mówili o nim: „spontanicznie wędrujący”. Lubił to określenie. Było trafnym odzwierciedleniem jego osobowości i gdyby miał wybór, nazwałby się: „Spontanicznie Wędrujący”.
Za każdym razem, kiedy o tym myśli, uśmiecha się, a oczy nabierają jeszcze większego blasku.

czwartek, 29 listopada 2012

In Black Eyes



Zawsze o tej porze roku wyjeżdżali w góry – zimne, białe.

Wiedziałam, że wiązania są za mocno zapięte! A ty mógłbyś bardziej uważać! – Krzyczała.
- Przepraszam, ale mógłbym to samo powiedzieć o tobie.
Popatrzyli na siebie i  obydwoje wybuchnęli śmiechem. Krzysztof usiadł obok niej i pomógł wypiąć narty.
- Jak się czujesz, wszystko w porządku? – Zapytał.
- Ręce całe, żebra całe, głowa chyba też. – Odpowiedziała jakby wypadek przydarzył się komuś innemu. Nie lubiła pieścić się ze sobą. Zawsze mówiła, że cokolwiek się dzieje, nie jest to przecież koniec świata.

piątek, 23 listopada 2012

Ona i On



Była piękną rudowłosą, z którą łączyły go szczególne relacje.

Kiedy spotkali się pierwszy raz, ona – wylękniona i nieufna jakby tacy jak on krzywdzili ją wcześniej – agresją próbowała trzymać go na dystans. Dopóki nie przekraczał jej dla niej bezpiecznej granicy, ona stwarzała pozory jego nieobecności. Wolała go nie dostrzegać, byle tylko serce napędzane strachem nie powodowało wibracji paraliżującej umysł.

Początkowo nie zwrócił uwagi na jej urodę. Na jej długie, ogniste włosy i smukłą sylwetkę. Na ruchy pełne gracji. Może dlatego, że całym ciałem zapadała się w siebie żeby ukryć swoją obecność. Jej szeroko otwarte oczy szeptały: „Mnie tu nie ma.”

wtorek, 20 listopada 2012

Lekcja rysunku


photo by: Steve McCurry















Miała 6 lat i siedziała w ostatnim rzędzie rysując.
Nauczycielka twierdziła, że dziewczynka nigdy nie może skupić uwagi, a jednak na tych zajęciach z rysunku potrafiła.
Nauczycielka była zafascynowana, podeszła do niej i zapytała: „Co rysujesz?”
Na co dziewczynka: „Rysuję obraz Boga.”
- Ale przecież nikt nie wie jak wygląda Bóg. – Stwierdziła nauczycielka.
- To za minutkę się dowiedzą. – Odpowiedziała dziewczynka.
                                                                                        - Zasłyszane u Kena Robinsona.



      How can something as simple as a smile be so deceptively complex? – Ron Gutman.       


czwartek, 8 listopada 2012

Dla tych, którzy niecierpliwią się

…Zbliżył się do cyganki i przytulił ją do siebie. Jej ciało wyraziło namiętność, której odrętwiały umysł nie mógł wyartykułować.
- Wróć do swojego serca i gromadź okruchy dobra. – Usłyszała.
Spojrzała na niego słonymi oczami jednocześnie opierając dłonie na jego torsie.
- Kim jesteś? – Zapytała.
- Jestem tym, czym jest wszystko dookoła mnie. Jestem całością... A może jestem zwykłym człowiekiem?
I nim padło kolejne pytanie złożył na jej drżących ustach pocałunek. Cichy pocałunek kochanka pachnącego wiatrem oceanu.
Na jej twarzy malowały się wszystkie emocje całego świata, spod których delikatny uśmiech witał nowy, inny dzień…



piątek, 5 października 2012

Miłość nie Miłość


Czy można kogoś nauczyć szumu wiatru?
To tak jakby chciało się przekonać tą samą osobę, że nie moknie podczas deszczu.

Jeżeli zrozumiemy, że śmierć jest jedynym prawdziwym kochankiem, zrozumiemy, czym jest miłość.
Czy możliwe jest pokochanie śmierci tak jak ona pokochała nas?

Żeby to pojąć, nie trzeba umierać.



czwartek, 4 października 2012

Zapach Powietrza

Kiedy przyszedł na świat, powietrze jak zawsze nie było sterylne. Zanim złapał jego pierwszy haust, usłyszał: „Będzie żył”. Później usłyszał własny, wiodący dźwięk przekroczenia samego siebie. Dźwięk współczucia i wyrzeczenia. Dźwięk, który towarzyszył mu przez cały, kolejny etap uczenia ludzi pozbycia się własnego cierpienia. Cierpienia wynikającego z niekończących się i niezaspokojonych potrzeb.

Ten dźwięk, jego własny dźwięk był testem tolerancji wszystkich, którzy zajmowali przestrzeń wokół kapsuły przejścia. Ludzie mówili o niej: „Mama”.

Chciał krzyknąć: „I'm alive!” Ale ugryzł się w język. Jeszcze za wcześnie na takie wybryki. – Pomyślał.
Wiedział, że i tak będzie odmieńcem, więc nie ma sensu pierwszego – kolejnego – dnia sobą szokować otaczających.

wtorek, 18 września 2012

Reason of attempts? Liberation



Przyjaciółka namawia mnie do napisania ciągu dalszego opowiadania, którego początek popełniłem jakiś czas temu. Może publikacja jego doprowadzi autora do strony z napisem: "Koniec"?
No cóż! Być może będzie to mały krok dla ludzkości, ale duży krok dla mnie ;)

Tytuł roboczy: „Chylenie się w stronę nieufności”

Nie było mu łatwo określić gdzie jest.
Za każdym razem, kiedy decydował się na „skok” jego ciało drżało. Unikał wtedy luster, bo wiedział, że kiedy patrzył na siebie widział strach.
Strach towarzyszył mu od dawna. Od czasów, kiedy wolność stała się przekleństwem.

piątek, 14 września 2012

Hsin Hsin Ming


Wielka Droga nie jest trudna
gdy idziesz nią bez upodobań.
Gdzie nie ma miłości i nienawiści,
tam wszystko staje się jasne.
Najmniejsze jednak rozróżnienie
dzieli nieskończenie Niebo i Ziemię.
Jeśli chcesz ujrzeć Prawdę,
nie bądź za, ani przeciw.
Ciągła walka dobra i zła
jest chorobą umysłu.
Gdy umysł nie pojmuje prawdziwego sensu rzeczy,
bezpowrotnie znika wrodzony mu spokój.

czwartek, 13 września 2012

Wiersz



"Wszystkie zjawiska
są iluzjami
pojawiającymi się w umyśle.
Jak można bać się
własnych wyobrażeń?
To nic innego jak przejawienie się spontanicznej gry
jasnego światła.
Nie ma więc powodu
do niepokoju.
Każda z aktywności umysłu jest podobna
do wizerunku na płótnie,
dlatego będę spoczywać w medytacyjnej równowadze."

Jeszie Tsogjal.



piątek, 7 września 2012

Libido


Siedział na ławce już jakiś czas.
Wybierał zawsze tą na końcu peronu by mieć pewność, że nikt nie zakłóci jego czasu. Ławka skrywała się w cieniu jedynego drzewa w okolicy, co było dodatkowym argumentem żeby wybrać właśnie ją. Lubił tu przychodzić.
Mała stacyjka kolejowa wybudowana nie wiedzieć, dlaczego tutaj i dla kogo?
Wokół pola rozciągające się po sam horyzont i jedynie droga – kręta, jakby nie mogła być prosta – przypominała, że nie jest to miejsce całkiem zapomniane.
Zdarzało się, że drogą tą przychodzili ludzie zostawiając za sobą małe obłoczki kurzu. Stawali na peronie i czekali. Kiedy pociąg przyjeżdżał wchodzili bez zbędnego zamieszania do wagonów i siadając najczęściej przy oknie oddawali się swoim myślom.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Immortal

- Masz mądrą córkę. – Powiedział nieznajomy, na wszelki wypadek cichym głosem tak żeby tylko ona słyszała.
Kobieta odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona, czując coraz większy niepokój zapytała:
- Skąd wiesz, że mam mądrą córkę?
- Słyszałem waszą rozmowę.
Spojrzała na sylwetkę oddalającej się córki i chciała krzyknąć, zawołać ją. Wydało jej się irracjonalne, ale szukała w córce ratunku.
Ich troje – nie licząc psa, kota i kruka – dziwnym zrządzeniem losu było jedynymi, żywymi istotami na placu. Może, dlatego że słońce stało w zenicie i przed piekącym jego światłem wszyscy pochowali się we wnętrzach małych pokoików, małych domów.

piątek, 27 lipca 2012

Run! Run! Why?



…Light flickers and I see my pen as if on film
the movie of a man on a train
writing lunatic words
filing each moment away into memory banks
but the banks are robbed daily…

…Chisel shadowed ideas like finely sculpted stone
Feel the mental grating
filter words who dive from bascule bridges
sinking to river depths like thrown stones
Curving rails
swaying bodies
inertial systems collide
Sweet autumn eyes
blink when black hair eclipses the sunrise
Tigers cry solemn tears when the music dies…

…Fear no wolf, woman, or king
the pearled stars are your true treasures
With this melody I begin
marking my spot
my spot in the world
my spot in the world
the same spot I’ve always occupied
while the transient vibration of a dream surrounds me in a violent field…

…No matter how long one looks in the mirror
one never finds the self
Oh sacred self don’t be blind
open the inner eye and hear the harmonious symphony of life
Witness the solitary woman’s golden locks
dangle above the book of poems
Mother creator
kiss the cheek of this juvenile world
Stomp out the evil
like dying embers of our glorious genius fire.

Selected fragments of Run Off The Tracks by David Hedding


środa, 25 lipca 2012

niedziela, 22 lipca 2012

Day After Day



Patrzysz kiedy patrzę, mówisz kiedy mówię, słuchasz kiedy słucham. Jesteś.
Śmiech, słowa, muzyka, łzy, kroki i kawa i kromka z masłem, piasek między palcami. Jesteś.
Miód, tabliczka czekolady, jabłko. Jesteś.
Jesteś tęczy kolorem, wiatrem szumu, wodą kropli, światłem blasku, ciszą głosu, muzyką dźwięku.
Jesteś życiem życia, radością radości, miłością miłości.
Czasami uronię łzę. Jestem.
Jestem. Tak. To jest proste. Jestem.



Little Girl


sobota, 14 lipca 2012

Harmonia

Zamknięte w klepsydrze wszystkie odmierzają czas.
Ziarenka piasku przyklejone do ciała - wspomnienie.
Stopami napisana historia.



piątek, 13 lipca 2012

Pełzać czy Latać?


Szczęście

Jak kroplę czuć na wardze smak każdej cichej chwili,
Rozcinać mocnym nożem welinu białe kartki.

Głaskać jedwabiem ręki wszelaki płomień żartki,
Czuć, jak się rumak wartki pod jarzmem dłoni chyli.

Czekać, aż słońca światło biel kwietnych drzew przykłoni,
Przykrócać i popuszczać rumakom swoim wodze.

Smakować każdy krok swój po białej twardej drodze,
Jak kryształ szklanej kuli czuć dnie we wnętrzu dłoni.

Jarosław Iwaszkiewicz

 

Ona i Kot


Jej kot wcale nie był czarny. Czarne miał tylko oczy. Chodził wszędzie za nią jak pies, jak anioł stróż.
Obdarzony przez nią uczuciem, którego mógłby pozazdrościć nie jeden kochanek nie jednej kobiety.
Żyli w rytmie myśli jednoczesnych.
Czy byli sobie potrzebni? Nigdy w ten sposób nie odnosili się do przyczyn trwania ich związku.
Daimon był białym kotem z czarnymi oczami.
Najbardziej lubił siadać na jej ramieniu. Nie, nie… Nie jak małpka kapucynka robiąca figle za monetę wrzuconą do kapelusza.
Nie oznacza to, że był beznamiętnym smutasem. Wręcz przeciwnie. Psotnik był, jakich mało. Rozweselał ją bezwstydnymi historyjkami, innym razem przekomarzał się udając kłótliwego.
Mimo, że byli nierozłączni nie mieli poczucia dożywotniego wyroku.
Sumi radośnie przyjmowała podszepty Daimona. Najbardziej, kiedy pisała, a pisała dużo.
Dziwne były ich rozmowy – bez słów. Świadomość i symbole tworzyły zdania.
Po całym dniu – jak to określał Daimon – ciężkiej pracy kładli się do łóżka i wtuleni w siebie śnili to, co sprawiało im największą przyjemność. Każde o drugim i każde to samo. I tylko nie było wiadomo czy był to sen Daimona czy Sumi.



czwartek, 12 lipca 2012

Świt


I Am



"I am: yet what I am none cares or knows,
My friends forsake me like a memory lost;
I am the self-consumer of my woes,
They rise and vanish in oblivious host,
Like shades in love and death's oblivion lost;
And yet I am! and live with shadows tost

Into the nothingness of scorn and noise,
Into the living sea of waking dreams,
Where there is neither sense of life nor joys,
But the vast shipwreck of my life's esteems;
And e'en the dearest--that I loved the best--
Are strange--nay, rather stranger than the rest.

I long for scenes where man has never trod;
A place where woman never smil'd or wept;
There to abide with my creator, God,
And sleep as I in childhood sweetly slept:
Untroubling and untroubled where I lie;
The grass below--above the vaulted sky".

John Clare


I Died

„I died from minerality and became vegetable;
And from vegetativeness I died and became animal.
I died from animality and became man.
Then why fear disappearance through death?
Next time I shall die
Bringing forth wings and feathers like angels;
After that, soaring higher than angels -
What you cannot imagine,
I shall be that”.


Rumi