poniedziałek, 23 grudnia 2013
piątek, 20 grudnia 2013
Uśpiony Strumień
Był początek
sierpnia.
Przez chwilę, w
lusterkach, łuna miasta majaczyła w oddali aż do całkowitego zniknięcia. Reflektory
odważnie szperały w ciemności, rozświetlając asfaltową drogę.
Poprawił się w
fotelu, wypił łyk zimnej wody, włączył CD z „Led Zeppelin”, przestawił na
„Imigrant Song” i zamknął oczy.
Nie! Nie…! Oczu nie
zamknął.
Prawdopodobnie
zdarzało wam się, jadąc samochodem nie pamiętać pokonywanych kilometrów, nie
rejestrować tego, co było wzdłuż drogi? Dopiero pod wpływem nieokreślonego
impulsu odzyskiwaliście świadomość.
Tak działo się w
jego przypadku.
Szlaban w biało-czerwone
pasy zagradzał drogę. Stałby przed nim jeszcze kilka chwil, zastanawiając się,
o co chodzi gdyby nie pukanie w szybę.
Pani wychylona z
budki machała do niego ręką, jednocześnie coś mówiąc. Przyciszył muzykę,
opuścił szybę.
- No, proszę pana…!
Już chciałam wzywać pogotowie – usłyszał.
- Dobry wieczór –
powiedział do pani o purpurowej twarzy. – Proszę powiedzieć, gdzie jestem? –
Zapytał z miną niewiniątka.
- Na końcu
autostrady, proszę pana – powiedziała pani już z mniej purpurową twarzą.
sobota, 28 września 2013
Trails
Jazda na rowerze, gdy temperatura w cieniu
dochodziła do 30°C, w jego
przypadku nie należała do łatwych. Jechał już kilkadziesiąt kilometrów i zaczynał
odnosić wrażenie jakby poruszał się po zgliszczach własnego umysłu.
- Królestwo za kawałek nie-słońca! – krzyknął.
Kiedy chciał krzyknąć jeszcze raz, dostrzegł inne
od pozostałych drzewo, gęstą zielenią okrywające konary rozłożyste. Obok
drzewa, Jezus mały, na stalowym krzyżu z opuszczoną głową, jakby schronienia
przed spiekotą szukał.
Nie zastanawiał się nad logicznością tej chwili. Po
prostu położył się w cieniu drzewa i patrzył, to na Chrystusa, to na zielone
liście nad nim, to na niebo z przelatującym wysoko samolotem.
Przypomniały mu się dawne czasy, kiedy też tak jak
teraz, wpatrywał się w białe smugi na niebie, a później rozpościerał skrzydła i
latał.
- Zobacz, jeszcze jeden amator taniego wina –
usłyszał niewyraźnie czyjeś słowa.
- Halo! Dobrze się pan czuje?! – usłyszał drugi głos, jednocześnie czując
szarpnięcie.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Pentimento
Święta Wielkiej Nocy zawsze kojarzyły mu się z wiosną; zielona trawa, słońce
ogrzewające ciało wytęsknione jego promieni, biegające w krótkich spodenkach roześmiane
dzieci, zapach budzącego się z zimowego snu lasu.
Wiosną i jesienią pachniał tak samo.
- Początek i koniec, narodziny i śmierć mają ten sam zapach – pomyślał.
Niekończące się misterium życia.
Dojeżdżał do miasteczka leżącego w dolinie. Gruba warstwa płatków
śniegu, przytulonych do siebie, nie przypominała wiosny, dlatego jeszcze raz
przeliczał w pamięci czy zabrał wszystko.
„Narty, buty, gogle, bielizna”.
Kasku nie miał. Nie lubił nosić na głowie czegokolwiek, niezależnie od
sytuacji. Śmiał się, że dzięki gołej głowie ma lepszy kontakt ze wszechświatem.
Nad miastem dominowała góra, monumentalnie wyniesiona ku niebu,
chowająca wierzchołek w chmurach. Postanowił nie jechać do hotelu, tylko od
razu pod wyciąg, a tam, gondolą, wyżej, na szczyt.
piątek, 8 marca 2013
Sensorium
Otulił mnie mocno, wlewając pod powieki obraz wielobarwny.
- Długo cię Morfeuszu nie było – pomyślałem i nie zdążyłem dokończyć.
Ogarniająca na wskroś mój umysł imaginacja, powiodła mnie ścieżką za
miasto, nad rzekę leniwie płynącą.
Dzień był pogodny.
Zatopiłem swobodnie nagość własną w czystym nurcie rzeki.
Ona już tam była, czekała.
- Jesteś – powiedziała czerwonymi ustami.
- Jestem – odpowiedziałem.
- Obiecałeś, że nauczysz mnie pływać – uśmiechnęła się bałamutnie.
- Obiecałem.
- Dotrzymasz obietnicy?
- Przecież wiesz, że zawsze dotrzymuję obietnic.
Parą niebieskich świderków zakotwiczyła się w moich oczach.
- Będziesz musiała mi zaufać – powiedziałem, nie odrywając od niej
wzroku.
- Przecież wiesz, że zawsze ci ufam.
Podeszła bliżej; tak, że jej nagość dotknęła mojej nagości.
- Jaki mamy dzisiaj dzień? – Zapytała.
- Poniedziałek – pierwszy dzień nauki pływania.
- Czyli będą, drugi i następne?
- Po pierwszym zawsze są następne.
- W takim razie dajmy szansę następnym dniom – powiedziała i poszła w
stronę brzegu. Chodź, nie stój tak – dodała.
- Nie mogę się ruszyć, coś mnie trzyma.
- Co może cię trzymać? Nie wygłupiaj się.
- Może woda? Podaj mi rękę; proszę – powiedziałem i poczułem jak opór
maleje.
Patrzyła na mnie i na wodę, którą zostawiłem za sobą.
Ja spojrzałem przed siebie i… krótkimi słowami krzyknąłem: „Spójrz!
Szybko! Zobacz! Zobacz!”
Na tle lazuru nieba, jakby z kłębiących się chmur stworzona,
majestatyczna, kolorowa postać z głęboko osadzonymi, karmazynowymi oczami,
patrzyła na mnie jednocześnie złoto-gorejącą ręką wymachując na wszystko
dookoła.
Z każdą sekundą postaci było mniej, aż do całkowitego jej zniknięcia.
- Widziałaś!? – Zapytałem, nie ukrywając zafascynowania tą
surrealistyczną chwilą.
- Co miałam widzieć? W wodzie nic nie było.
Ubrawszy się, wróciliśmy do miasteczka, zostawiając ślady na
brukowanych uliczkach jego.
Otworzyłem oczy.
- Morfeuszu…
- Tak…?
środa, 20 lutego 2013
Wyrok
Po krótkiej przerwie ponownie wprowadzono go do sali. Był to nieduży, bez okien gabinet, w którym szum wentylacji i migocząca, jedna z dwóch jarzeniówek, wbijały się w jego umysł. Zacieki na ścianie tworzyły osobliwe kształty – w miarę patrzenia, zmieniające się w inne. Gabinet był wyposażony w jeden, większy stół po środku i dwa mniejsze po bokach naprzeciwko siebie. Gdyby nie wiedział, że jest w sądzie, pomyślałby, że to jeden z tych udziwnionych snów, które od czasu do czasu naigrawają się z rzeczywistości.
Do sali weszli: jego obrońca,
prokurator i sędzia. Z nim i strażnikiem było razem pięć osób.
- Szczęśliwa piątka –
uśmiechnął się do siebie.
Zastanawiał się, dlaczego po
dwóch miesiącach przesłuchań, dzisiaj, na ostatnią rozprawę przyszła inna
sędzia?
Słowa: „można usiąść”, wyrwały
go z zamyślenia.
- Zanim ogłoszę wyrok –
zaczęła sędzia – muszę odnieść się do przedstawionych dowodów i mów końcowych
stron.
- Panie prokuratorze – kontynuowała
sędzia. Używał pan retoryki godnej największych mistrzów słowa, ale cały dowód
był nierzetelny i opierał się na poszlakach. Jedyny świadek poczynań
oskarżonego, został zignorowany.
- Sumienie oskarżonego nie
może być wiarygodnym świadkiem – wtrącił prokurator.
- Do sądu proszę zwracać się
per: „wysoki sądzie”.
- Tak wysoki sądzie.
Przepraszam.
- Gdyby pan wysłuchał świadka
z uwagą, wiedziałby pan, że sumienie oskarżonego jest ze wszech miar
wiarygodnym świadkiem. Mało tego… oparł pan cały dowód na wyrwanych z kontekstu
słowach oskarżonego, bez uwzględnienia i zrozumienia tych przed i po, np.: „śmierć to tylko kolejna wielka przygoda”, zapominając
dodać: „dla dobrze zorganizowanego umysłu” (*), co w oczywisty sposób doprowadzić miało do fałszywych wniosków, czyli,
że oskarżony winien jest zaniechania, wymuszenia, prześladowania i
świadomego działania na szkodę osób trzecich. Miało przekonać sąd, że oskarżony
jest zły.
Miało przekonać, ale nie przekonało. Dlatego wniosek o wyrok
przewidziany dla tego typu przestępstw jak i zarzuty w
całości, oddalam.
Wyrok jest prawomocny.
![]() |
| photo by: Geo Messmer |
(*)“To the well-organized mind, death is but the next great adventure.” ― J.K. Rowling, Harry Potter and the Sorcerer's Stone
wtorek, 19 lutego 2013
Znamię
Pilatus: Quid est
veritas?
Iesus: Vir est qui
adest.
“There is a twilight zone in our hearts that
we ourselves cannot see. Even when we know quite a lot about ourselves-our
gifts and weaknesses, our ambitions and aspirations, our motives and our
drives-large parts of ourselves remain in the shadow of consciousness. This is
a very good thing. We will always remain partially hidden to ourselves. Other
people, especially those who love us, can often see our twilight zones better
than we ourselves can. The way we are seen and understood by others is
different from the way we see and understand ourselves. We will never fully
know the significance of our presence in the lives of our friends. That's a
grace, a grace that calls us not only to humility, but to a deep trust in those
who love us. It is the twilight zones of our hearts where true friendships are
born.” – Henri JM Nouwen
![]() |
| photo by: Zoltan Koi |
niedziela, 17 lutego 2013
czwartek, 7 lutego 2013
The cookie
„And I begin to ask myself what it could have been, this unremembered state which brought with it no logical proof, but the indisputable evidence, of its felicity, its reality, and in whose presence other states of consciousness melted and vanished…
…I ask my mind to make one further effort, to
bring back once more the fleeting sensation. And so that nothing may interrupt
it in its course I shut out every obstacle, every extraneous idea, I stop my
ears and inhibit all attention against the sound from the next room. And then,
feeling that my mind is tiring itself without having any success to report, I
compel it for a change to enjoy the distraction which I have just denied it, to
think of other things, to rest refresh itself before making a final effort. And
then for the second time I clear an empty space in front of it... and I feel
something start within me, something that leaves its resting-place and attempts
to rise, something that has been embedded like an anchor at a great depth; I do
not know yet what it is, but I can feel it mounting slowly; I can measure the
resistance, I can hear the echo of great spaces traversed.” – Remembrance of
Things Past, Marcel Proust
wtorek, 5 lutego 2013
~~~
“My old grandmother always used to say,
Summer friends will meltaway like summer snows, but winter friends are friends
forever.” ― George R.R. Martin
poniedziałek, 4 lutego 2013
Ever
Pamiętam skórę rozgrzaną, słońcem pachnącą
Pamiętam piasek dryfujący w dłoni
I w małej muszelce śpiew wiatru radosny
Pamiętam pod zasłonami oczu myśli
błękitne
Pamiętam słowa zatrzymane w głowie
I kropelkę deszczu na skroni
Pamiętam gwiazd na niebie uwodzenie
I białych żagli kuszenie
Pamiętam dziecięce spojrzenie
Pamiętam wczorajszą przyszłość
I początku tchnienie
Pamiętać też będę jutrzejszą przeszłość
Taką mam nadzieję
"Our imagination flies; we are
its shadow on the earth." - Vladimir Nabokov
wtorek, 29 stycznia 2013
HRI
“Watch your thoughts; they become words. Watch your
words; they become actions. Watch your actions; they become habit. Watch your
habits; they become character. Watch your character; it becomes your
destiny.” - Lao Tzu
wtorek, 22 stycznia 2013
Bodhi
Piękna sama w sobie, z braku chęci zniszczenia, szlachetność ducha
obudziła –
– efemeryczna iluzja?
“You do not have to be good.You do not have
to walk on your kneesfor a hundred miles through the desert, repenting.You only
have to let the soft animal of your body love what it loves.Tell me about
despair, yours, and I will tell you mine.Meanwhile the world goes on.Meanwhile
the sun and the clear pebbles of the rainare moving across the landscapes,over
the prairies and the deep trees,the mountains and the rivers.Meanwhile the wild
geese, high in the clean blue air,are heading home again.Whoever you are, no
matter how lonely,the world offers itself to your imagination,call to you like
the wild geese, harsh and exciting –over and over announcing your placein the
family of things.” ― Mary Oliver
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Metaphysics
"All the best have something in common, a regard for reality, an
agreement to its primacy over the imagination." – Wisława Szymborska
"Fluttering and dancing in the breeze." – William Wordsworth
piątek, 18 stycznia 2013
piątek, 11 stycznia 2013
Love Aliens?
“Life is an opportunity, benefit from it.
Life is beauty, admire it.
Life is a dream, realize it.
Life is a challenge, meet it.
Life is a duty, complete it.
Life is a game, play it.
Life is a promise, fulfill it.
Life is sorrow, overcome it.
Life is a song, sing it.
Life is a struggle, accept it.
Life is a tragedy, confront it.
Life is an adventure, dare it.
Life is luck, make it.
Life is too precious, do not destroy it.
“Being deeply loved by someone gives you strength,
while loving someone deeply gives you courage.” - Lao Tzu
piątek, 4 stycznia 2013
La Luna
Styl - dla jednych: skomplikowany
sposób powiedzenia rzeczy prostych; dla innych: prosty sposób powiedzenia
rzeczy skomplikowanych. - Jean
Cocteau
Subskrybuj:
Posty (Atom)






