wtorek, 4 grudnia 2012

Wędrujący


Mimo, że była już jesień, przypłynął łódką. Starą, drewnianą, płaskodenną łódką. Taką, jaką miejscowi rybacy wypływają co rano na połów ryb żeby wyżywić swoje rodziny.
Wiedział, że aby dojść do jeziora będzie musiał przejść przez stary, buczynowy las i dalej wokół do miasteczka – sennego i zapomnianego przez Boga.
Miasteczka, w którym nic ciekawego  nie dzieje się, bo z jakich powodów akurat tutaj miałoby się coś ciekawego dziać?
Taką opinie o swoim miejscu na Ziemi wyrażali miejscowi.

Mógł przyjechać autobusem, ale uwielbienie zapachu butwiejących liści zachęciło go do pieszej wędrówki. Ci, którzy go znali mówili o nim: „spontanicznie wędrujący”. Lubił to określenie. Było trafnym odzwierciedleniem jego osobowości i gdyby miał wybór, nazwałby się: „Spontanicznie Wędrujący”.
Za każdym razem, kiedy o tym myśli, uśmiecha się, a oczy nabierają jeszcze większego blasku.