poniedziałek, 30 lipca 2012

Immortal

- Masz mądrą córkę. – Powiedział nieznajomy, na wszelki wypadek cichym głosem tak żeby tylko ona słyszała.
Kobieta odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona, czując coraz większy niepokój zapytała:
- Skąd wiesz, że mam mądrą córkę?
- Słyszałem waszą rozmowę.
Spojrzała na sylwetkę oddalającej się córki i chciała krzyknąć, zawołać ją. Wydało jej się irracjonalne, ale szukała w córce ratunku.
Ich troje – nie licząc psa, kota i kruka – dziwnym zrządzeniem losu było jedynymi, żywymi istotami na placu. Może, dlatego że słońce stało w zenicie i przed piekącym jego światłem wszyscy pochowali się we wnętrzach małych pokoików, małych domów.

piątek, 27 lipca 2012

Run! Run! Why?



…Light flickers and I see my pen as if on film
the movie of a man on a train
writing lunatic words
filing each moment away into memory banks
but the banks are robbed daily…

…Chisel shadowed ideas like finely sculpted stone
Feel the mental grating
filter words who dive from bascule bridges
sinking to river depths like thrown stones
Curving rails
swaying bodies
inertial systems collide
Sweet autumn eyes
blink when black hair eclipses the sunrise
Tigers cry solemn tears when the music dies…

…Fear no wolf, woman, or king
the pearled stars are your true treasures
With this melody I begin
marking my spot
my spot in the world
my spot in the world
the same spot I’ve always occupied
while the transient vibration of a dream surrounds me in a violent field…

…No matter how long one looks in the mirror
one never finds the self
Oh sacred self don’t be blind
open the inner eye and hear the harmonious symphony of life
Witness the solitary woman’s golden locks
dangle above the book of poems
Mother creator
kiss the cheek of this juvenile world
Stomp out the evil
like dying embers of our glorious genius fire.

Selected fragments of Run Off The Tracks by David Hedding


środa, 25 lipca 2012

niedziela, 22 lipca 2012

Day After Day



Patrzysz kiedy patrzę, mówisz kiedy mówię, słuchasz kiedy słucham. Jesteś.
Śmiech, słowa, muzyka, łzy, kroki i kawa i kromka z masłem, piasek między palcami. Jesteś.
Miód, tabliczka czekolady, jabłko. Jesteś.
Jesteś tęczy kolorem, wiatrem szumu, wodą kropli, światłem blasku, ciszą głosu, muzyką dźwięku.
Jesteś życiem życia, radością radości, miłością miłości.
Czasami uronię łzę. Jestem.
Jestem. Tak. To jest proste. Jestem.



Little Girl


sobota, 14 lipca 2012

Harmonia

Zamknięte w klepsydrze wszystkie odmierzają czas.
Ziarenka piasku przyklejone do ciała - wspomnienie.
Stopami napisana historia.



piątek, 13 lipca 2012

Pełzać czy Latać?


Szczęście

Jak kroplę czuć na wardze smak każdej cichej chwili,
Rozcinać mocnym nożem welinu białe kartki.

Głaskać jedwabiem ręki wszelaki płomień żartki,
Czuć, jak się rumak wartki pod jarzmem dłoni chyli.

Czekać, aż słońca światło biel kwietnych drzew przykłoni,
Przykrócać i popuszczać rumakom swoim wodze.

Smakować każdy krok swój po białej twardej drodze,
Jak kryształ szklanej kuli czuć dnie we wnętrzu dłoni.

Jarosław Iwaszkiewicz

 

Ona i Kot


Jej kot wcale nie był czarny. Czarne miał tylko oczy. Chodził wszędzie za nią jak pies, jak anioł stróż.
Obdarzony przez nią uczuciem, którego mógłby pozazdrościć nie jeden kochanek nie jednej kobiety.
Żyli w rytmie myśli jednoczesnych.
Czy byli sobie potrzebni? Nigdy w ten sposób nie odnosili się do przyczyn trwania ich związku.
Daimon był białym kotem z czarnymi oczami.
Najbardziej lubił siadać na jej ramieniu. Nie, nie… Nie jak małpka kapucynka robiąca figle za monetę wrzuconą do kapelusza.
Nie oznacza to, że był beznamiętnym smutasem. Wręcz przeciwnie. Psotnik był, jakich mało. Rozweselał ją bezwstydnymi historyjkami, innym razem przekomarzał się udając kłótliwego.
Mimo, że byli nierozłączni nie mieli poczucia dożywotniego wyroku.
Sumi radośnie przyjmowała podszepty Daimona. Najbardziej, kiedy pisała, a pisała dużo.
Dziwne były ich rozmowy – bez słów. Świadomość i symbole tworzyły zdania.
Po całym dniu – jak to określał Daimon – ciężkiej pracy kładli się do łóżka i wtuleni w siebie śnili to, co sprawiało im największą przyjemność. Każde o drugim i każde to samo. I tylko nie było wiadomo czy był to sen Daimona czy Sumi.



czwartek, 12 lipca 2012

Świt


I Am



"I am: yet what I am none cares or knows,
My friends forsake me like a memory lost;
I am the self-consumer of my woes,
They rise and vanish in oblivious host,
Like shades in love and death's oblivion lost;
And yet I am! and live with shadows tost

Into the nothingness of scorn and noise,
Into the living sea of waking dreams,
Where there is neither sense of life nor joys,
But the vast shipwreck of my life's esteems;
And e'en the dearest--that I loved the best--
Are strange--nay, rather stranger than the rest.

I long for scenes where man has never trod;
A place where woman never smil'd or wept;
There to abide with my creator, God,
And sleep as I in childhood sweetly slept:
Untroubling and untroubled where I lie;
The grass below--above the vaulted sky".

John Clare


I Died

„I died from minerality and became vegetable;
And from vegetativeness I died and became animal.
I died from animality and became man.
Then why fear disappearance through death?
Next time I shall die
Bringing forth wings and feathers like angels;
After that, soaring higher than angels -
What you cannot imagine,
I shall be that”.


Rumi

 

niedziela, 8 lipca 2012

Poziom.



Zjeżdżali ze wzgórza krętą aleją. Światła reflektorów wciskały się w ciemność między drzewami, a błyski niebieskiego flesza przywoływały wszystkich na świadków tego zdarzenia.

- Syrenę mógłbyś wyłączyć. Aż tak nam się nie śpieszy.
- Przecież wiesz, jakie są procedury. A poza tym nie podnieca cię to?
- Nie przesadzaj z procedurami. I wiesz... Nie zostałem lekarzem żeby się podniecać.
- Tylko po co?
- Żeby pomagać, ratować.
- Temu w plastikowym worku już nie pomożesz. - Skinął głową na tył ambulansu.
- Jesteś pewien?
- Jest zimny, sztywny, i goły. Jak chcesz mu pomóc?
- Nie bądź cyniczny.

Przez chwilę jechali w milczeniu. Śpiące miasto nie wykazywało zainteresowania niczym z wyjątkiem własnego snu.

- Jak sądzisz, miał jakąś rodzinę, przyjaciół?
- Nie wiem. Każdy ma jakąś rodzinę, a z przyjaciółmi różnie bywa, o czym wiesz lepiej ode mnie.
- Pewnie był sam. Inaczej by nie zginął.
- Być może. Ale to już wyjaśni śledztwo.

Podjechali pod parterowy budynek. Jedynie tabliczka z napisem: "Instytut Patologii" wyróżniała go z pośród innych, sąsiadujących z nim.

Szli długim tunelem pchając przed sobą wózek z anonimową zawartością czarnego worka.
Niektóre jarzeniówki to zapalały się, to gasły. Od ścian odbijało się echo skrzypiących kółek.

- Witamy pana doktora. - Powiedzieli chórem będąc już w sali prosektorium.
- Jak zdrowie? - Dodali i spojrzeli ze zdziwieniem po sobie.
- A wy, co? Bracia syjamscy? - Zapytał doktor. Chciał zadać kolejne pytanie, ale wywnioskował z ich min, że nie powinien drążyć tematu.
- Witam panowie! Uprzedzono mnie o waszej wizycie.
Żeby nie przedłużać niezręcznej sytuacji dodał:
- No dobrze, bierzmy się do roboty. Kogo tym razem przywieźliście?
- Nie wiadomo. Nie miał przy sobie dokumentów. Niczego nie miał przy sobie. Znalazły go dzieciaki biegające na wzgórzu w parku.
- Jakiś biedak z ranami kłutymi nadgarstków, stóp i klatki piersiowej. - Dodał drugi.
Patolog słuchając oceniał ciało.
- Tak! Wstępnie mogę potwierdzić rany.
Dopiero, kiedy to powiedział przyjrzał się twarzy nieboszczyka.
- Ale, ale! Znam go. W takiej sytuacji musicie przetransportować go na inny poziom. Tam zajmą się nim. - Powiedział z ulgą doktor.
- Wypisze wam właściwą tabliczkę.
W jednej chwili czarne mieszkanie miało nowego lokatora.
- Proszę!
- Co?! Na ten poziom zjedziemy przed świtem. I tak pracujemy już po godzinach!
- No cóż panowie. Takie obowiązki. Dobrej nocy. - Nie czekając na odpowiedź odwrócił się i wyszedł.
Kierowca wyjął z rąk lekarza tabliczkę.
- Gdzieś słyszałem to nazwisko. Hm...
Nie tracąc czasu włożył tabliczkę w czytnik windy.
Na ekranie widoczne były z trzech tylko dwie ostatnie cyfry: "POZIOM ...66".




Kilka dni temu moja przyjaciółka otworzyła słownik i przeczytała jeden wyraz: "Poziom".
Ja otworzyłem swój słownik i znalazłem słowo: "Prowadzony".
Każde z nas napisało kilka zdań związanych z wyrazem znalezionym przez drugą osobę.