piątek, 13 lipca 2012

Ona i Kot


Jej kot wcale nie był czarny. Czarne miał tylko oczy. Chodził wszędzie za nią jak pies, jak anioł stróż.
Obdarzony przez nią uczuciem, którego mógłby pozazdrościć nie jeden kochanek nie jednej kobiety.
Żyli w rytmie myśli jednoczesnych.
Czy byli sobie potrzebni? Nigdy w ten sposób nie odnosili się do przyczyn trwania ich związku.
Daimon był białym kotem z czarnymi oczami.
Najbardziej lubił siadać na jej ramieniu. Nie, nie… Nie jak małpka kapucynka robiąca figle za monetę wrzuconą do kapelusza.
Nie oznacza to, że był beznamiętnym smutasem. Wręcz przeciwnie. Psotnik był, jakich mało. Rozweselał ją bezwstydnymi historyjkami, innym razem przekomarzał się udając kłótliwego.
Mimo, że byli nierozłączni nie mieli poczucia dożywotniego wyroku.
Sumi radośnie przyjmowała podszepty Daimona. Najbardziej, kiedy pisała, a pisała dużo.
Dziwne były ich rozmowy – bez słów. Świadomość i symbole tworzyły zdania.
Po całym dniu – jak to określał Daimon – ciężkiej pracy kładli się do łóżka i wtuleni w siebie śnili to, co sprawiało im największą przyjemność. Każde o drugim i każde to samo. I tylko nie było wiadomo czy był to sen Daimona czy Sumi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz