niedziela, 22 stycznia 2012

Oczy


Codziennie patrzył na swoje odbicie w lustrze. Na oczy, które patrzyły na niego.
Wiedział, że już wcześniej je widział. Obie pary oczy budowały relację miedzy sobą, przenikały się spojrzeniami. Każda ich para konstytuowała z tego co było, to co będzie i jest.

Dzisiaj wstał wcześnie.
Za oknami panował jeszcze półmrok zimowego poranka. Odchodząca noc zostawiała resztki latarnianych świateł skrzących się w kryształkach leżącego śniegu.
Lubił taką iluminację.
Odkręcił kran z ciepłą wodą, zanurzył w niej ręce. Kiedy tak stał usłyszał cicho wypowiadane słowa:
- Spójrz na mnie. Spójrz mi w oczy.
Podniósł wtedy głowę i spojrzał w oczy.
- Co widzisz?
- Siebie. – Odpowiedział.
- Czy ufasz nam? – Zapytały oczy.
- Przecież wiesz. – Odpowiedział i zaczął golić się nucąc dobrze mu znaną melodię.

 22.01.2012r.




niedziela, 8 stycznia 2012

Obecność


Światło oddalało się wąską, opustoszałą uliczką aż do jego całkowitego zniknięcia za narożnikiem uśpionej kamienicy.
Patrzył przez chwilę w tamtym kierunku stojąc nieruchomo. Odwrócił się w końcu, nałożył czarny kaptur na swoją posrebrzaną głowę i ciągle oszołomiony przeszłością ruszył przed siebie z każdym krokiem tworząc przyszłość nowej teraźniejszości.
Smagany wiatrem i deszczem tracił orientację, stopy grzęzły w rozstępującym się bruku. Już nie szedł tylko powłóczył nogami z wysiłkiem odbierającym dech w piersiach. Coś usiłowało go powstrzymać. Kątem oka dostrzegł cień podążający jego śladem.
Odżyło w nim wspomnienie pierwszej wędrówki na Wzgórze Moria.
Wspinał się pokonując osuwający się piach, zmęczenie, niekończącą się tułaczkę i niepewność. Kiedy przekroczył linię cienia i wszedł na wierzchołek jego oczom ukazała się niczym gorejąca w płomieniach przestrzeń zalana złotem zachodzącego słońca.
Wyczerpany usiadł i stał się jednym ciałem z gwiazdami, Ziemią, istnieniami ludzkimi, wszechświatem. Obdarowany pełnią prawdy pijąc ze źródła życia – jest.
Teraz nie czuł strachu. Był silny i wystarczyłoby pomyśleć a wszystko zmieniłoby się jak wtedy na Wzgórzu Moria, ale nie mógł zdradzić swojej obecności.
Rozmyślając o początkach rozpoznał znajome kształty. Brama, kręte schody. Jeszcze tylko kilka stopni. Klucz w drzwiach.
- Dlaczego…? – Pomyślał i nie dokończył zasypiając.
Otworzył oczy. Pokój jeszcze był spowity półmrokiem.
- Zaczyna świtać. – Wyszeptał przeciągając się budząc rozleniwione ciało.
Spojrzał na zegarek. Była piętnasta.
- Hm…? Więc to już jest ciemno a nie jeszcze. – Powiedział tym razem głośniej żeby nie miał żadnych wątpliwości, jaka jest pora dnia.

 08.01.2012r.


poniedziałek, 2 stycznia 2012

Źdźbło


…Wszystkie mikro światy w przestrzeni pomiędzy strumykiem szemrzącym z jednej strony, lekko rozkołysanych drzew wiatrem poranka z drugiej i niewielkich wzgórz zamykających trójkąt ich enklawy zaczynały dzień od rytuału kąpieli w złotych promieniach wschodzącego słońca.
Zapowiadał się kolejny, wspaniały, niczym nieskrępowany, bez narzucanej im obcej woli dzień.
Każdy z nich trawił Początek dążąc do Końca tworząc Początek. Tak żyli, bo tak chcieli. Wiedzieli.
Nigdy nie ingerowali w innych. Inni, obcy – trochę ze strachu, trochę z szacunku a najczęściej z niezrozumienia – sami wyznaczyli dla siebie niewidoczną granicę ich światów, której dla własnego bezpieczeństwa starali się nie przekraczać.
Ale jak to bywa, w każdym ogromie znajdzie się niedoinformowany i nieświadomy.
Wyszedł taki z pomiędzy drzew, nawet pokojowo nastawiony musiał być, bo nikt go w pierwszej chwili nie zauważył.
Dopiero, kiedy ciepłe, lepkie coś spadło na zadowolone z życia Źdźbło nastąpiła konsternacja jego i jemu podobnych.
Cisza trwała dłuższy czas i tylko sylwetka oddalającego się czworonoga nie zauważyła odmienności dzisiejszego dnia.

02.01.2012r.