sobota, 28 września 2013

Trails


Jazda na rowerze, gdy temperatura w cieniu dochodziła do 30°C, w jego przypadku nie należała do łatwych. Jechał już kilkadziesiąt kilometrów i zaczynał odnosić wrażenie jakby poruszał się po zgliszczach własnego umysłu.

- Królestwo za kawałek nie-słońca! – krzyknął.

Kiedy chciał krzyknąć jeszcze raz, dostrzegł inne od pozostałych drzewo, gęstą zielenią okrywające konary rozłożyste. Obok drzewa, Jezus mały, na stalowym krzyżu z opuszczoną głową, jakby schronienia przed spiekotą szukał. 
Nie zastanawiał się nad logicznością tej chwili. Po prostu położył się w cieniu drzewa i patrzył, to na Chrystusa, to na zielone liście nad nim, to na niebo z przelatującym wysoko samolotem.

Przypomniały mu się dawne czasy, kiedy też tak jak teraz, wpatrywał się w białe smugi na niebie, a później rozpościerał skrzydła i latał.

- Zobacz, jeszcze jeden amator taniego wina – usłyszał niewyraźnie czyjeś słowa.
- Halo! Dobrze się pan czuje?! – usłyszał drugi głos, jednocześnie czując szarpnięcie.