...Stoi
na środku okrągłego hallu. Wokół w promieniu dwóch, trzech metrów nikogo nie
było. Dopiero dalej stali ludzie tworząc wyraźną granicę między sobą, a nim.
Zastanawiał
się czy to przypadek, czy może on swoją odmiennością powodował, że ludzie
podświadomie woleli trzymać się od niego na dystans.
Ani
go to nie dziwiło, ani nie przeszkadzało mu.
Odrębność
była dla niego czymś normalnym.
Tam
skąd pochodził nikt nie zwracał uwagi na takich jak on. W ogóle nikt nie
interesował się drugą istotą w stopniu większym niż nakazywały mu obowiązki
narzucone przez Federację, przez kodeks powstały na przestrzeni wieków.
Wędrując
po różnych Światach nie doznawał takiej wolności jak w Federacji. Lubił wracać
do siebie, bo mimo przyjemności, jaką czerpał doświadczając różnorodności innych
Światów i tamtych zwyczajów, mimo że „skacząc” na Ziemię poznał JĄ i dzięki
niej zakosztował czegoś, co w Federacji było nieznane i nieosiągalne, to
właśnie Federacja dawała jemu i wszystkim innym bezpieczeństwo, wolność i
swobodne decydowanie o swoim losie.
Tylko
czy los jest naszym sprzymierzeńcem? Czy swoboda działania integruje nas z
losem?
Los owija
mgłą swoich ramion zazwyczaj delikatnie ciągnąc nas w swoją stronę.
Bywa,
że nie świadomie lub świadomie wymykamy się z kokonu przeznaczenia i wtedy
zjawiają się Latacze – dwuskrzydłe, humanoidalne stwory.
Jest
to jedyne, co łączy Ziemię i Federację.
Ludzie
mówią, że są to anioły…