- Chciałbym umrzeć – powiedział któregoś dnia matce.
Dla kilkuletniego chłopca stwierdzenie raczej niezwyczajne, ale wtedy,
ani w przyszłości, nikt nie mógłby zaświadczyć jego zwyczajności. Miał kilka
lat i nie przewidział, że to zdanie rozpali w matce emocje, które zapadną w jej
pamięci na zawsze. Nieświadomie nałożył na nią brzemię grzechu niepopełnionego
przez nią.
Na przystań wjechali około południa. Rozkołysane jachty przywitały ich
dzwoniąc linami o maszty.
Przez moment skupił się na jej roziskrzonych oczach. Były tym, co
sprawiło mu największą radość.
- Kocham cię! – powiedziała i pocałowała go tak, jakby nikogo wokół nie
było.