Samochód zostawili na parkingu straży granicznej. Dalej, kilkukilometrowy
odcinek pokonają pieszo, idąc wąską ścieżką, gęsto zalesionego zbocza góry.
Nie spieszyli się.
- Do zachodu słońca mamy kilka
godzin, powinniśmy zdążyć – powiedział Wiktor, patrząc na przysłaniające –
listopadowe niebo – chmury.
- Przed deszczem też? – zapytała Alicja, mając nadzieję, że usłyszy
zdecydowane: „też”.
- Na to bym nie liczył.

