środa, 28 grudnia 2011
niedziela, 27 listopada 2011
Światło i Dusza
Jej
dom stał na wysokiej skarpie. Często schodziła wąską ścieżką na dół zostawiając
na piasku ślady bosych stóp jakby chciała powiedzieć:
-
Jestem tutaj.
Zdążyła
już przyzwyczaić się do szeptu morza.
Przez
chwilę stała w oknie otulona światłem zachodzącego słońca.
-
Może…? – Pomyślała i nie dokończyła.
Za
oknami padał śnieg czyszcząc świat swoimi płatkami.
Zastanawiała
się, jakiego koloru użyć. Po chwili umoczyła pędzel i ostatni fragment płótna
zaczął znikać pod bielą gęstej farby.
-
Uff… To koniec. – Pomyślała nabierając głęboko do płuc powietrza.
Zapach
terpentyny wypełnił ją całą. Lubiła to.
Usiadła
w fotelu patrząc na obraz nie widząc go.
Było
cicho i tylko drwa w kominku strzelały od czasu do czasu sypiąc iskrami.
Zamknęła
oczy i… poczuła kota na kolanach moszczącego się jak niedźwiedź zapadający w
sen zimowy.
-
Oj! Wiercisz się Daimonie! – Powiedziała do kota.
Kiedy
otworzyła oczy nie zdziwiło ją, że pokój naznaczony jest światłem księżyca.
Ogień
dawno zgasł. Zmęczenie i chłód dały znać o sobie. Przeniosła się na łóżko –
duże, stalowe ze sprężynami. Pod grubym, wełnianym kocem zrobiło jej się
cieplej. Ciało już nie drżało.
-
Czy dusza też marznie? – Zapytała szeptem samą siebie.
Zwinięta w kłębek
zasnęła27.11.2011r.
Cienie
Słońce zasnęło chowając się za horyzontem.
Stali w zaułkach mroku nie widząc się nawzajem.
Mimo, że wiatr delikatnie obejmował ją chłodnymi ramionami, czuła jak cienka stróżka potu spływa jej po plecach.
- Nie potrafię rozmawiać z kimś bez twarzy. – Powiedziała grzecznie, lecz stanowczo, starając się ukryć drżenie głosu.
- Boisz się? – Zapytał nieznajomy cichym głosem tak żeby tylko ona słyszała.
Zrobił krok w jej kierunku. Jego szczupła sylwetka zamajaczyła wtopiona w czerń tła. Zrobił kolejny krok zatrzymując się tuż przed nią. Ich twarze roziskrzyły w blasku księżyca.
Kobieta zawsze pewna siebie i spokojna, teraz lekko zaskoczona, w pierwszym odruchu delikatnie uniosła ku górze kąciki ust, ale czując coraz większy niepokój chciała krzyknąć, zawołać kogoś. Nabrała powietrza głęboko do płuc i... do dzisiaj nie rozumie, dlaczego nie zrobiła tego.
Może to instynkt albo to, co zobaczyła w jego oczach, spowodowały zmianę decyzji?
Nigdy później nie starała się zrozumieć ani zweryfikować tego, co wtedy wydarzyło się na rynku małego, nadmorskiego miasteczka.
27.11.2011r.
piątek, 18 listopada 2011
Dar
Leżał
już jakiś czas z otwartymi oczami. Mimo, że do wschodu słońca pozostało jeszcze
kilka godzin, on wiedział, że podejmowanie próby, żeby „wyrwać”, choć odrobinę
snu jest daremne.
Ubrał
się i przed wyjściem łapczywie wypił szklankę zimnej wody.
Lubił
wodę.
Często
wychodzili razem by snuć się bez celu nie zamieniając ani jednego słowa ze
sobą.
Kroczyli
krętymi uliczkami, to patrząc przed siebie, to wpatrując się w bruk pod stopami
lub w głąb własnych myśli, własnych światów.
Zdarzało
się, że kiedy przestawała istnieć w swoim świecie, świecie znanym sobie i
bezpiecznym wkraczała w jego świat. Nieodgadniony dla niej i mroczny – dla
niego kolorowy, pachnący wolnością.
Ale
teraz był sam.
Szedł
w dół jeszcze śpiącego miasteczka.
Lubił,
kiedy wiatr wiał mu prosto w twarz. Przymykał wtedy oczy i dostrzegał rzeczy i
wydarzenia nie osiągalne dla innych. Czasami przerażało go to, co ujrzał, ale
pogodził się z tym.
Tylko
raz zdarzyło się, że szybko otworzył oczy żeby nie zobaczyć więcej. Nie chciał
i bał się ciągu dalszego.
Doszedł
do rzeki. Usiadł na kamieniu, patrzył i czekał.
Już
wcześniej nauczył się cierpliwości, musiał nauczyć się cierpliwości żeby
zobaczyć to, czego ludzie bali się najbardziej.
Patrzył
na drugi brzeg.
Kamienie,
woda, piach i... brzeg. Po drugiej stronie był ciąg dalszy albo początek. Po
drugiej stronie był cień.
Mógłby
tylko pomyśleć, a znalazłby się w samym jego środku, pomiędzy końcem a
początkiem widząc tworzącą się nową przestrzeń.
Słyszał
o ludziach, którzy tak jak on mieli dar. Ale nigdy ich nie spotkał.
Tu,
na Ziemi, poznał kolejne oblicze istot zagubionych, istot ciągle poruszających
się po omacku w cieniach własnych skryptów.
28.11.2011r.
wtorek, 8 listopada 2011
Tylko Cisza
Mgła
opadła już dawno. Wyszli na otwartą przestrzeń zostawiając za sobą biel drzew z
rdzawo żółtymi ramionami, lekko rozkołysanymi na wietrze. Całą przestrzeń
przykrył błękit nieba.
Szli
obok siebie pewni i zdecydowani poddać się woli. Wzajemnie wypełnić czas i światło
mocą własnego istnienia, zjednoczeni przeciwstawić się demonom.
Powietrze
zaczęło wibrować w rytm bijących ich serc w końcu eksplodując energią ich
jaźni.
I nie było już
cierpienia, złości i nienawiści tylko cisza.08.11.2011r.
wtorek, 5 lipca 2011
Za Drzwiami
Wyjęła
klucz z zamka. Weszła zamykając delikatnie za sobą drzwi tak żeby nikogo nie
obudzić.
Nie może przyzwyczaić się, że mija kolejny dzień pustych ścian i jej krzątającej się między nimi.
Nie może przyzwyczaić się, że mija kolejny dzień pustych ścian i jej krzątającej się między nimi.
Zrzuciła
z siebie ubranie i poszła do łazienki.
Całe napięcie mijającego dnia oddalało się wraz z wodą spływającą po jej młodym ciele.
Z zamkniętymi oczami stała nieruchomo przez chwilę błądząc myślami w przeszłości. Nie żałowała swojej decyzji o rozstaniu się z nim.
Żyła teraz w zgodzie ze sobą, wolna i świadoma odkrywając skarb i wykorzystując go – siebie, swój talent.
Już wiedziała, że wolność to świadomość. To droga ku przeznaczeniu. Wystarczy otworzyć właściwe drzwi a życie stanie się łatwe i proste.
Mimo zmęczenia siedziała na tarasie otulona niebieskimi promieniami księżyca. Paląca się świeca delikatnie rozjaśniała ciemność na tyle by mogła czytać książkę. Popijając Martini przewracała kolejne kartki z każdą czując coraz większy spokój.
Całe napięcie mijającego dnia oddalało się wraz z wodą spływającą po jej młodym ciele.
Z zamkniętymi oczami stała nieruchomo przez chwilę błądząc myślami w przeszłości. Nie żałowała swojej decyzji o rozstaniu się z nim.
Żyła teraz w zgodzie ze sobą, wolna i świadoma odkrywając skarb i wykorzystując go – siebie, swój talent.
Już wiedziała, że wolność to świadomość. To droga ku przeznaczeniu. Wystarczy otworzyć właściwe drzwi a życie stanie się łatwe i proste.
Mimo zmęczenia siedziała na tarasie otulona niebieskimi promieniami księżyca. Paląca się świeca delikatnie rozjaśniała ciemność na tyle by mogła czytać książkę. Popijając Martini przewracała kolejne kartki z każdą czując coraz większy spokój.
05.07.2011r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



