- Cześć, jak masz na imię? – usłyszał.
Wpatrzony w rówieśników bawiących się na podwórku nie zauważył jej. Dopiero,
kiedy usłyszał po raz drugi to samo pytanie przeniósł wzrok w miejsce, z
którego dobiegał głos.
Była szczupłą młodą damą, wystarczająco wysoką, żeby zajrzeć w głąb
parterowego balkonu.
Zeskoczył ze skrzyni, uznając, że nie wypada rozmawiać z kobietą
siedząc, kiedy ona stoi.
Trzymała ręce oparte o poręcz i z radosną twarzą czekała na odpowiedź.
- Sławomir. A ty jak masz na imię?
- Sara, Sławomirze.
- Dziwne imię, ale pasuje do ciebie. Czy ono coś znaczy?
- Znaczy, że jestem księżniczką.
- Prawdziwą!?
- Najprawdziwszą pod słońcem! – odpowiedziała, chichocząc dźwięcznie.
- Mam niecałe siedem lat i jeszcze wszystkiego nie wiem – usprawiedliwiał
się.
- Jak na siedmiolatka jesteś całkiem odważny, mój głuptasie.
- Podoba mi się, że jestem odważnym, twoim głuptasem.
- I do tego jaki wygadany. Kto by pomyślał, że spotka mnie dzisiaj taka
miła niespodzianka? Ale… muszę lecieć do szkoły.
- Spotkamy się jeszcze?
- Jesteśmy sąsiadami, więc pewnie nie raz.
Kiedy odeszła kilka kroków, krzyknął:
– Ja też lubię niespodzianki!
Nie odwracając się podniosła rękę do góry i lekko pomachała dłonią.
Jeszcze chwilę, oparty o balustradę, przyglądał się malejącej sylwetce
Sary, aż do jej zniknięcia.
- Zrobiłem się głodny, pora na śniadanie – powiedział do siebie.