Była piękną rudowłosą, z którą łączyły go
szczególne relacje.
Kiedy spotkali się pierwszy raz, ona –
wylękniona i nieufna jakby tacy jak on krzywdzili ją wcześniej – agresją
próbowała trzymać go na dystans. Dopóki nie przekraczał jej dla niej
bezpiecznej granicy, ona stwarzała pozory jego nieobecności. Wolała go nie
dostrzegać, byle tylko serce napędzane strachem nie powodowało wibracji
paraliżującej umysł.
Początkowo nie zwrócił uwagi na jej urodę. Na
jej długie, ogniste włosy i smukłą sylwetkę. Na ruchy pełne gracji. Może
dlatego, że całym ciałem zapadała się w siebie żeby ukryć swoją obecność. Jej
szeroko otwarte oczy szeptały: „Mnie tu nie ma.”
- Kto i jak bardzo musiał cię skrzywdzić? –
Pomyślał.
Jego empatia powodowała ból równy temu, który
ona odczuwała, każdorazowo zmierzając się z nową, inną, ale ciągle obcą rzeczywistością.
Rzeczywistością obciążoną wspomnieniami. Wiedziała, że mimo chęci wymazania
wspomnień, one pozostaną w niej do końca życia. Mogła i starała się stworzyć
nowe wspomnienia.
Mieszkali
w tym samym miejscu, więc ich spotkania stawały się coraz częstsze. Było wręcz
niemożliwością nie spotkać się.
Każdorazowo
jedynie sygnalizował swoją obecność, mając nadzieję, że czas zrobi swoje i jej
przestrzeń będzie ich wspólną przestrzenią. Że zaakceptuje go, a co ważniejsze,
zaufa mu.
Kolejny
dzień nie zapowiadał przełomu w stosunkach między nimi. Tym większe było jego
zdziwienie, kiedy pierwsza podeszła do niego – spojrzała w jego oczy.
Tego
dnia poznali się – prawdziwie i całkowicie.
Od
tej pory, każdą wolną chwilę poświęcali sobie. Uwielbiali długie spacery,
włóczyć się bez celu. Często wtedy pochłonięci byli samym sobie, ale wiedzieli,
że są razem, że jedno drugiego będzie bronić gdyby zaistniała taka konieczność.
Trwało
to kilka lat, do dnia, w którym po powrocie do domu nie zastał jej. Kiedy nie
wróciła na noc, wyobraźnia podsuwała najczarniejsze scenariusze. Następne dni
upłynęły na intensywnych poszukiwaniach jej i zrozumieniu, co się stało.
Wszyscy
mówili mu żeby zapomniał o niej, że najwyraźniej wybrała inne życie.
Po
jakimś czasie rozpacz i ból zamieniły się w melancholię. Codzienność stała się
powielaniem nic nieznaczącego schematu – rutyną.
Trwałoby
to pewnie jeszcze długo gdyby przypadkiem nie dowiedział się, jaka była prawda.
Wpadł
wtedy do mieszkania, pełen gniewu krzycząc: „Jak mogłaś to zrobić?!!! Jak
mogłaś to zrobić?!!!”
-
Syneczku uspokój się. Przecież to był tylko pies. Poza tym, tam gdzie jedziemy
i tak nie moglibyśmy jej zabrać.
Spojrzał
na matkę mokrymi oczami. Nie musiał mówić, ale ona wiedziała, że nie ma takich
słów, które opisałyby jego do niej nienawiść.
Policja
długo go szukała, w końcu uznając za zaginionego.
Czasami
ktoś widział biegające po okolicy dwa psy, z czego jeden podobny był do
rudowłosej suki, którą wszyscy pamiętali z przeszłości.
"Słuchanie jest początkiem modlitwy" - Matka Teresa.
ładne połączenie, muzyka i tekst :)
OdpowiedzUsuń