piątek, 23 listopada 2012

Ona i On



Była piękną rudowłosą, z którą łączyły go szczególne relacje.

Kiedy spotkali się pierwszy raz, ona – wylękniona i nieufna jakby tacy jak on krzywdzili ją wcześniej – agresją próbowała trzymać go na dystans. Dopóki nie przekraczał jej dla niej bezpiecznej granicy, ona stwarzała pozory jego nieobecności. Wolała go nie dostrzegać, byle tylko serce napędzane strachem nie powodowało wibracji paraliżującej umysł.

Początkowo nie zwrócił uwagi na jej urodę. Na jej długie, ogniste włosy i smukłą sylwetkę. Na ruchy pełne gracji. Może dlatego, że całym ciałem zapadała się w siebie żeby ukryć swoją obecność. Jej szeroko otwarte oczy szeptały: „Mnie tu nie ma.”

- Kto i jak bardzo musiał cię skrzywdzić? – Pomyślał.

Jego empatia powodowała ból równy temu, który ona odczuwała, każdorazowo zmierzając się z nową, inną, ale ciągle obcą rzeczywistością. Rzeczywistością obciążoną wspomnieniami. Wiedziała, że mimo chęci wymazania wspomnień, one pozostaną w niej do końca życia. Mogła i starała się stworzyć nowe wspomnienia.

Mieszkali w tym samym miejscu, więc ich spotkania stawały się coraz częstsze. Było wręcz niemożliwością nie spotkać się.
Każdorazowo jedynie sygnalizował swoją obecność, mając nadzieję, że czas zrobi swoje i jej przestrzeń będzie ich wspólną przestrzenią. Że zaakceptuje go, a co ważniejsze, zaufa mu.

Kolejny dzień nie zapowiadał przełomu w stosunkach między nimi. Tym większe było jego zdziwienie, kiedy pierwsza podeszła do niego – spojrzała w jego oczy.
Tego dnia poznali się – prawdziwie i całkowicie.
Od tej pory, każdą wolną chwilę poświęcali sobie. Uwielbiali długie spacery, włóczyć się bez celu. Często wtedy pochłonięci byli samym sobie, ale wiedzieli, że są razem, że jedno drugiego będzie bronić gdyby zaistniała taka konieczność.

Trwało to kilka lat, do dnia, w którym po powrocie do domu nie zastał jej. Kiedy nie wróciła na noc, wyobraźnia podsuwała najczarniejsze scenariusze. Następne dni upłynęły na intensywnych poszukiwaniach jej i zrozumieniu, co się stało.

Wszyscy mówili mu żeby zapomniał o niej, że najwyraźniej wybrała inne życie.

Po jakimś czasie rozpacz i ból zamieniły się w melancholię. Codzienność stała się powielaniem nic nieznaczącego schematu – rutyną.
Trwałoby to pewnie jeszcze długo gdyby przypadkiem nie dowiedział się, jaka była prawda.

Wpadł wtedy do mieszkania, pełen gniewu krzycząc: „Jak mogłaś to zrobić?!!! Jak mogłaś to zrobić?!!!”

- Syneczku uspokój się. Przecież to był tylko pies. Poza tym, tam gdzie jedziemy i tak nie moglibyśmy jej zabrać.

Spojrzał na matkę mokrymi oczami. Nie musiał mówić, ale ona wiedziała, że nie ma takich słów, które opisałyby jego do niej nienawiść.

Policja długo go szukała, w końcu uznając za zaginionego.

Czasami ktoś widział biegające po okolicy dwa psy, z czego jeden podobny był do rudowłosej suki, którą wszyscy pamiętali z przeszłości.






                             "Słuchanie jest początkiem modlitwy" - Matka Teresa.                             



1 komentarz: