-
Masz mądrą córkę. – Powiedział nieznajomy, na wszelki wypadek cichym głosem tak
żeby tylko ona słyszała.
Uświadomiła sobie, że rozmawia z nim jakby byli starymi kumplami, a nie dopiero co poznanymi osobami.
Wyciągnęła do niego rękę i odwzajemniając uśmiech przedstawiła się: - Sofia.
I Derg i matka, wiedzieli, że przypisanie, los Sofii zaczynają się wypełniać.
Ku zaskoczeniu wszystkich córka rzuciła się na Derga, pocałowała go w policzek i powiedziała:
Kobieta
odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona, czując coraz większy niepokój
zapytała:
-
Skąd wiesz, że mam mądrą córkę?
-
Słyszałem waszą rozmowę.
Spojrzała
na sylwetkę oddalającej się córki i chciała krzyknąć, zawołać ją. Wydało jej
się irracjonalne, ale szukała w córce ratunku.
Ich
troje – nie licząc psa, kota i kruka – dziwnym zrządzeniem losu było
jedynymi, żywymi istotami na placu. Może, dlatego że słońce stało w zenicie i przed
piekącym jego światłem wszyscy pochowali się we wnętrzach małych pokoików,
małych domów.
-
Czego się boisz? – Pomyślała.
- No
właśnie. – Zapytał nieznajomy.
- Co
no właśnie?
- No
właśnie: „Czego się boisz"?
-
Masz dar zaskakiwania. – Wyszeptała i żeby dodać sobie animuszu powiedziała
głośniej:
-
Ładnie tak zaczepiać niewinne kobiety?!
-
Przepraszam! Nie chciałem cię wystraszyć. Może się przedstawię? Na imię mam Derg.
– Powiedział, uśmiechając się już nie nieznajomy. - A poza tym, dlaczego
zakładasz, że jesteś niewinna?
-
Dziewicą nie jestem, ale to nie znaczy, że grzeszę. I nie rozumiem, o co ci
chodzi Derg? Masz ładne, miodowe oczy, śnieżno-białe zęby, lecz to za mało żeby
zadawać takie pytania.
Uświadomiła sobie, że rozmawia z nim jakby byli starymi kumplami, a nie dopiero co poznanymi osobami.
Wyciągnęła do niego rękę i odwzajemniając uśmiech przedstawiła się: - Sofia.
-
Ładne imię.
- Ty
też jesteś ładny. To znaczy twoje imię jest też ładne. – Szybko dodała, wypełniając
się pulsującym różem.
-
Nie przejmuj się. To normalne, że między nami są kody seksualne. W końcu to one
zapewniają ciągłość gatunku. Nieśmiertelność.
-
Derg, czy my się znamy? – Zapytała, patrząc w jego oczy.
-
Wiesz, na przestrzeni naszej nieśmiertelności niewykluczone, że już się
spotkaliśmy.
-
Chyba w to nie wierzysz?
- W
nieśmiertelność czy w to, że wcześniej się spotkaliśmy?
- W
nieśmiertelność.
- A
ty Sofio?
Przez
chwilę zastygła w bezruchu. Zawsze starała się nie ukrywać swoich myśli, jeżeli
nie było to konieczne. Szepty w głowie podpowiadały, że może mu zaufać. W
osobliwy sposób czuła się z nim połączona. Jego obecność była narkotyczna.
Wszystko to zdawało się być realne, co abstrakcyjne.
Rozejrzała
się dookoła i ponownie patrząc w jego oczy, powiedziała:
-
Wierzę w nieśmiertelność. Wiem, że jestem jedną z pierwszych emanacji… – Tu
zawiesiła głos i opuszczając wzrok dodała: - Pomyślisz, że jestem wariatką?
- A
mam powód? Nawet przez myśl mi nie przeszło żeby tak cię ocenić. Możesz
dokończyć zdanie. – Zachęcił ją uśmiechem.
-
Przecież wiesz, jaki jest ciąg dalszy, prawda?
-
Jesteś niezwykłą kobietą. Cieszę się, że cię spotkałem. Ale czy to nie twoja
córka nadchodzi?
Sofia
odwróciła się. Mimo wszystko poczuła ulgę widząc córkę.
W
ich stronę szła młoda kobieta w białej, muślinowej sukience, słomkowym kapeluszu
i czerwonych sandałkach. Zgrabne, długie nogi podkreślały smukłą sylwetkę, a
opadające na ramiona lekko rude włosy dodawały zwiewności. Wydawała się być
eteryczną zjawą, a nie człowiekiem.
-
Dzień dobry. – Powiedziała zatrzymując się przy matce, ale patrząc na Derga.
-
Dzień dobry. – Odpowiedział Derg, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
-
Poznajcie się. – Powiedziała matka.
Derg
podając dłoń przedstawił się.
Dziewczyna
zdjęła okulary przeciwsłoneczne odkrywając pełne namiętności, piwne oczy.
-
Jestem Sofia.
Mimo,
że był na to przygotowany musiał wyglądać w tym momencie komicznie, bo obie
panie roześmiały się.
-
Przepraszamy cię. Nie miej nam za złe.
-
Ach, nic się nie stało. Widzę, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a poza tym
jak pięknie można być nieśmiertelnym. Prawda Sofio?
-
Pewnie przerwałam wam ciekawą dyskusję?
-
Kochanie, rozmawialiśmy z Dergiem o…
- O
ciągłości gatunku. – Wtrącił Derg. - O genetycznej nieśmiertelności.
- O
czymś w rodzaju kolejnych emanacji czy o równowadze w przestrzeni? – Zapytała
młodsza Sofia.
Derg
skupił się na jej oczach. Wiedział, że w nich może zobaczyć tą jedną, właściwą
odpowiedź, a wtedy droga zstępujących powróci ku Źródłu udzielając mu istnienia
i życia.
Większość
odeszła tak daleko, że stała się bezwartościową masą. On potrzebował tej, która
z jednej z pierwszych zrodzona jest, która zapewni nieśmiertelność Jedni.
Nie
będzie to bezbolesne.
Może,
dlatego często słyszał opowieści o demonach, szatanach? Nie dziwił się takim
reakcjom skoro sami strażnicy prawdy, rozpraszając się w odnajdywaniu prawdy
pogubili się.
- O
jednym i o drugim. Pewnie też o przeznaczeniu i wierze. O czymś, co może zostać
tylko wspomnieniem. – Odpowiedział.
Sofie
zawsze były przepełnione własnymi opiniami, ale teraz było inaczej. Teraz
słuchały z nieskrywanym zainteresowaniem.
- A
gdzie jest wasz mężczyzna? – Zapytał niespodziewanie.
-
Kogo masz na myśli?
-
Twojego męża, Sofio i twojego ojca, Sofio.
-
Nie znałam swojego ojca. Mama mówiła, że odszedł zanim się urodziłam. I wiesz,
Derg…? Nigdy nie zastanawiałam się czy chcę mieć ojca. Pewnie, dlatego że całe
moje życie, dzięki mamie było wspaniałe, jest wspaniałe.
- A
tobie Sofio, nie brakowało męża? – Zadając pytanie, Derg zauważył jak szybko
przelatujące obrazy przeszłości powstrzymują Sofię przed odpowiedzią.
-
Nie żałuję tego, co działo się w relacjach między mną, a życiem. –
Odpowiedziała po krótkim namyśle, skrywając maleńką iskierkę nostalgii w
oczach.
Derg
pomyślał, że jest to dobra okazja, żeby objąć je, żeby upewnić się i dokonać
wyboru.
-
Jesteście wspaniałe i bardzo odważne. – Powiedział i poczuł znajomy zapach i
towarzyszące mu mrowienie na karku.
W
jednej z nich, mimo że teoretycznie nie powinna pamiętać, odżyło mgliste
wspomnienie, czegoś przyjemnego. Czegoś delikatnego i energetycznego
jednocześnie. Czegoś, co może spowodować zwątpienie we wszystko, co stanowi
sens ludzkiego życia. Czegoś, co chciałoby się żeby trwało i trwało i trwało. Wrażenie
to było częścią ułamka sekundy, ale wystarczyło, by zasiać ziarno poznania. By zasiać
ciekawość prowadzącą do tego, czego matka się obawiała, a wiedziała, że będzie
i jest nieuniknione. To była kwestia czasu, dlatego przygotowywała córkę na ten
moment od chwili, gdy powzięła decyzję, że Sofia przyjdzie na świat.
I Derg i matka, wiedzieli, że przypisanie, los Sofii zaczynają się wypełniać.
Ku zaskoczeniu wszystkich córka rzuciła się na Derga, pocałowała go w policzek i powiedziała:
-
Jesteś kochany, Derg. Długo będziesz w miasteczku?
-
Tyle ile będzie trzeba. – Odpowiedział z trudem opanowując wzruszenie.
- W
takim razie jeszcze się spotkamy?
- Na
pewno, ale teraz muszę już iść. Do zobaczenia, było mi miło spotkać was.
-
Nam również. Do zobaczenia Derg.
Derg
odwrócił się i poszedł w kierunku najbliższej uliczki wychodzącej z placu.
-
Mamo! Zapraszam cię na lody. – Powiedziała Sofia z szerokim uśmiechem – tym,
który zawsze powodował radość matki i ciszę jej myśli.
-
Chętnie. – Odpowiedziała. – Co o nim sądzisz? – Dodała.
-
Jest całkiem przystojny i taki szarmancki. No i ten tyłeczek…
Obie roześmiały się
głośno i w takim nastroju poszły do nadmorskiej kawiarenki, delektować się
chwilą, zajadając ulubione lody.
dobre :)
OdpowiedzUsuń:)*
OdpowiedzUsuń