poniedziałek, 30 lipca 2012

Immortal

- Masz mądrą córkę. – Powiedział nieznajomy, na wszelki wypadek cichym głosem tak żeby tylko ona słyszała.
Kobieta odwróciła się w jego stronę. Zaskoczona, czując coraz większy niepokój zapytała:
- Skąd wiesz, że mam mądrą córkę?
- Słyszałem waszą rozmowę.
Spojrzała na sylwetkę oddalającej się córki i chciała krzyknąć, zawołać ją. Wydało jej się irracjonalne, ale szukała w córce ratunku.
Ich troje – nie licząc psa, kota i kruka – dziwnym zrządzeniem losu było jedynymi, żywymi istotami na placu. Może, dlatego że słońce stało w zenicie i przed piekącym jego światłem wszyscy pochowali się we wnętrzach małych pokoików, małych domów.
- Czego się boisz? – Pomyślała.
- No właśnie. – Zapytał nieznajomy.
- Co no właśnie?
- No właśnie: „Czego się boisz"?
- Masz dar zaskakiwania. – Wyszeptała i żeby dodać sobie animuszu powiedziała głośniej:
- Ładnie tak zaczepiać niewinne kobiety?!
- Przepraszam! Nie chciałem cię wystraszyć. Może się przedstawię? Na imię mam Derg. – Powiedział, uśmiechając się już nie nieznajomy. - A poza tym, dlaczego zakładasz, że jesteś niewinna?
- Dziewicą nie jestem, ale to nie znaczy, że grzeszę. I nie rozumiem, o co ci chodzi Derg? Masz ładne, miodowe oczy, śnieżno-białe zęby, lecz to za mało żeby zadawać takie pytania.

Uświadomiła sobie, że rozmawia z nim jakby byli starymi kumplami, a nie dopiero co poznanymi osobami.

Wyciągnęła do niego rękę i odwzajemniając uśmiech przedstawiła się: - Sofia.
- Ładne imię.
- Ty też jesteś ładny. To znaczy twoje imię jest też ładne. – Szybko dodała, wypełniając się pulsującym różem.
- Nie przejmuj się. To normalne, że między nami są kody seksualne. W końcu to one zapewniają ciągłość gatunku. Nieśmiertelność.
- Derg, czy my się znamy? – Zapytała, patrząc w jego oczy.
- Wiesz, na przestrzeni naszej nieśmiertelności niewykluczone, że już się spotkaliśmy.
- Chyba w to nie wierzysz?
- W nieśmiertelność czy w to, że wcześniej się spotkaliśmy?
- W nieśmiertelność.
- A ty Sofio?
Przez chwilę zastygła w bezruchu. Zawsze starała się nie ukrywać swoich myśli, jeżeli nie było to konieczne. Szepty w głowie podpowiadały, że może mu zaufać. W osobliwy sposób czuła się z nim połączona. Jego obecność była narkotyczna. Wszystko to zdawało się być realne, co abstrakcyjne.
Rozejrzała się dookoła i ponownie patrząc w jego oczy, powiedziała:
- Wierzę w nieśmiertelność. Wiem, że jestem jedną z pierwszych emanacji… Tu zawiesiła głos i opuszczając wzrok dodała: - Pomyślisz, że jestem wariatką?
- A mam powód? Nawet przez myśl mi nie przeszło żeby tak cię ocenić. Możesz dokończyć zdanie. – Zachęcił ją uśmiechem.
- Przecież wiesz, jaki jest ciąg dalszy, prawda?
- Jesteś niezwykłą kobietą. Cieszę się, że cię spotkałem. Ale czy to nie twoja córka nadchodzi?
Sofia odwróciła się. Mimo wszystko poczuła ulgę widząc córkę.

W ich stronę szła młoda kobieta w białej, muślinowej sukience, słomkowym kapeluszu i czerwonych sandałkach. Zgrabne, długie nogi podkreślały smukłą sylwetkę, a opadające na ramiona lekko rude włosy dodawały zwiewności. Wydawała się być eteryczną zjawą, a nie człowiekiem.

- Dzień dobry. – Powiedziała zatrzymując się przy matce, ale patrząc na Derga.
- Dzień dobry. – Odpowiedział Derg, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
- Poznajcie się. – Powiedziała matka.
Derg podając dłoń przedstawił się.
Dziewczyna zdjęła okulary przeciwsłoneczne odkrywając pełne namiętności, piwne oczy.
- Jestem Sofia.
Mimo, że był na to przygotowany musiał wyglądać w tym momencie komicznie, bo obie panie roześmiały się.
- Przepraszamy cię. Nie miej nam za złe.
- Ach, nic się nie stało. Widzę, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a poza tym jak pięknie można być nieśmiertelnym. Prawda Sofio?
- Pewnie przerwałam wam ciekawą dyskusję?
- Kochanie, rozmawialiśmy z Dergiem o…
- O ciągłości gatunku. – Wtrącił Derg. - O genetycznej nieśmiertelności.
- O czymś w rodzaju kolejnych emanacji czy o równowadze w przestrzeni? – Zapytała młodsza Sofia.

Derg skupił się na jej oczach. Wiedział, że w nich może zobaczyć tą jedną, właściwą odpowiedź, a wtedy droga zstępujących powróci ku Źródłu udzielając mu istnienia i życia.
Większość odeszła tak daleko, że stała się bezwartościową masą. On potrzebował tej, która z jednej z pierwszych zrodzona jest, która zapewni nieśmiertelność Jedni.
Nie będzie to bezbolesne.
Może, dlatego często słyszał opowieści o demonach, szatanach? Nie dziwił się takim reakcjom skoro sami strażnicy prawdy, rozpraszając się w odnajdywaniu prawdy pogubili się.

- O jednym i o drugim. Pewnie też o przeznaczeniu i wierze. O czymś, co może zostać tylko wspomnieniem. – Odpowiedział.
Sofie zawsze były przepełnione własnymi opiniami, ale teraz było inaczej. Teraz słuchały z nieskrywanym zainteresowaniem.
- A gdzie jest wasz mężczyzna? – Zapytał niespodziewanie.
- Kogo masz na myśli?
- Twojego męża, Sofio i twojego ojca, Sofio.
- Nie znałam swojego ojca. Mama mówiła, że odszedł zanim się urodziłam. I wiesz, Derg…? Nigdy nie zastanawiałam się czy chcę mieć ojca. Pewnie, dlatego że całe moje życie, dzięki mamie było wspaniałe, jest wspaniałe.
- A tobie Sofio, nie brakowało męża? – Zadając pytanie, Derg zauważył jak szybko przelatujące obrazy przeszłości powstrzymują Sofię przed odpowiedzią.
- Nie żałuję tego, co działo się w relacjach między mną, a życiem. – Odpowiedziała po krótkim namyśle, skrywając maleńką iskierkę nostalgii w oczach.
Derg pomyślał, że jest to dobra okazja, żeby objąć je, żeby upewnić się i dokonać wyboru.
- Jesteście wspaniałe i bardzo odważne. – Powiedział i poczuł znajomy zapach i towarzyszące mu mrowienie na karku.

W jednej z nich, mimo że teoretycznie nie powinna pamiętać, odżyło mgliste wspomnienie, czegoś przyjemnego. Czegoś delikatnego i energetycznego jednocześnie. Czegoś, co może spowodować zwątpienie we wszystko, co stanowi sens ludzkiego życia. Czegoś, co chciałoby się żeby trwało i trwało i trwało. Wrażenie to było częścią ułamka sekundy, ale wystarczyło, by zasiać ziarno poznania. By zasiać ciekawość prowadzącą do tego, czego matka się obawiała, a wiedziała, że będzie i jest nieuniknione. To była kwestia czasu, dlatego przygotowywała córkę na ten moment od chwili, gdy powzięła decyzję, że Sofia przyjdzie na świat.

I Derg i matka, wiedzieli, że przypisanie, los Sofii zaczynają się wypełniać.

Ku zaskoczeniu wszystkich córka rzuciła się na Derga, pocałowała go w policzek i powiedziała:
- Jesteś kochany, Derg. Długo będziesz w miasteczku?
- Tyle ile będzie trzeba. – Odpowiedział z trudem opanowując wzruszenie.
- W takim razie jeszcze się spotkamy?
- Na pewno, ale teraz muszę już iść. Do zobaczenia, było mi miło spotkać was.
- Nam również. Do zobaczenia Derg.

Derg odwrócił się i poszedł w kierunku najbliższej uliczki wychodzącej z placu.

- Mamo! Zapraszam cię na lody. – Powiedziała Sofia z szerokim uśmiechem – tym, który zawsze powodował radość matki i ciszę jej myśli.

- Chętnie. – Odpowiedziała. – Co o nim sądzisz? – Dodała.
- Jest całkiem przystojny i taki szarmancki. No i ten tyłeczek…
Obie roześmiały się głośno i w takim nastroju poszły do nadmorskiej kawiarenki, delektować się chwilą, zajadając ulubione lody.



 


2 komentarze: