niedziela, 27 listopada 2011

Światło i Dusza


Jej dom stał na wysokiej skarpie. Często schodziła wąską ścieżką na dół zostawiając na piasku ślady bosych stóp jakby chciała powiedzieć:
- Jestem tutaj.
Zdążyła już  przyzwyczaić się do szeptu morza.
Przez chwilę stała w oknie otulona światłem zachodzącego słońca.
- Może…? – Pomyślała i nie dokończyła.
Za oknami padał śnieg czyszcząc świat swoimi płatkami.
Zastanawiała się, jakiego koloru użyć. Po chwili umoczyła pędzel i ostatni fragment płótna zaczął znikać pod bielą gęstej farby.
- Uff… To koniec. – Pomyślała nabierając głęboko do płuc powietrza.
Zapach terpentyny wypełnił ją całą. Lubiła to.
Usiadła w fotelu patrząc na obraz nie widząc go.
Było cicho i tylko drwa w kominku strzelały od czasu do czasu sypiąc iskrami.
Zamknęła oczy i… poczuła kota na kolanach moszczącego się jak niedźwiedź zapadający w sen zimowy.
- Oj! Wiercisz się Daimonie! – Powiedziała do kota.
Kiedy otworzyła oczy nie zdziwiło ją, że pokój naznaczony jest światłem księżyca.
Ogień dawno zgasł. Zmęczenie i chłód dały znać o sobie. Przeniosła się na łóżko – duże, stalowe ze sprężynami. Pod grubym, wełnianym kocem zrobiło jej się cieplej. Ciało już nie drżało.
- Czy dusza też marznie? – Zapytała szeptem samą siebie.
 Zwinięta w kłębek zasnęła

 27.11.2011r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz