PODOBIEŃSTWO DO SŁÓW JUŻ
ISTNIEJĄCYCH I WĘDRUJĄCYCH PO ŚWIECIE JEST NIEPRZYPADKOWE
Wypatrywała znaków całe życie.
Dawno temu, kiedy była małą dziewczynką Czarnoskrzydły
powiedział jej:
- Będziesz kochać tylko mnie. Tak długo póki nie
zobaczysz znaków.
- Jakich znaków? – zapytała dziecięcym, wylęknionym
głosem i nie czekając na odpowiedź pośpiesznie otworzyła oczy.
Leżała przytulona do pluszowego misia.
Znajome kształty pokoju wlały w jej małe, rozedrgane
serduszko nadzieję.
Nadzieję, że był to tylko zły sen.
- Dziwne – pomyślała. Słowa zamiast zanikać stawały się
coraz wyraźniejsze.
- Nie bój się – wyszeptała do misia i… nie dokończyła.
Pod ścianą w fotelu siedział Czarnoskrzydły.
- Nie uciekniesz – usłyszała tym razem wyraźnie.
Gdyby mogła wyskoczyłaby z łóżka i pobiegła nie
odwracając się za siebie, ale strach paraliżował każdy przebłysk świadomości,
każdą chęć zerwania więzi między nim a nią.
Ciemny pokój rozświetlał jedynie księżyc swoimi
promieniami – nieśmiało i bojaźliwie jakby uczestniczył wbrew własnej woli w
wydarzeniach tej przestrzeni.
Czarnoskrzydły uniósł się z fotela i podszedł bliżej –
tak, aby mogła dojrzeć jego oczy.
Były czerwone.
Na tle ledwo zarysowanej twarzy wyrażały pewność siebie
i… miłość. Miłość czystą i bezwarunkową.
- Usłyszała jakieś słowa, ale w pierwszej chwili nie
rozumiała, jakie.
- Zaufaj mi – powtórzył Czarnoskrzydły podając jej swoją
dłoń.
- Chodź pokażę Ci mój świat – powiedział i pomógł jej
wstać.
Jeszcze trochę niepewnie, drżąc wstała. Dopiero teraz
zauważyła, że Czarnoskrzydły lśni wszystkimi kolorami czerni.
Zawsze uważała, że czerń jest tylko czarna. Teraz odkryła
czerń kolorową jak kolorowa jest tęcza po burzy.
Zrobiła pierwszy krok, potem następne.
Z każdym oddalała się od tego, co znała, od życia w
świetle i kiedy przekroczyła granicę między światłem a ciemnością zapanowała
cisza. Cisza tak cicha, że mogła słyszeć własne i jego myśli.
Od tej pory porozumiewali się bez słów. Ciemność otulała
ją niczym ramiona kochanka - jego ramiona, jego ciemność, jego świat. Była w
nim tak długo i weszła tak głęboko, że trudno było jej przywołać nawet
wspomnienie tego skąd przyszła.
Żeby żyć zaczęła tworzyć nieustanny strumień wyobrażeń,
swój nowy jego świat. Świat, jakiego ciemność nie widziała ani przed ani po
niej. Pogrążała się w głąb swojej świadomości uwalniając się ze świata pojęć,
odczuć i znaczeń.
- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała.
- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – powtórzył
Czarnoskrzydły.
Każdy
anioł pragnie mieć człowieka na własność, mimo, że nigdy go nie widział. Każdy
anioł chce wykorzystać człowieka i pozbyć się odpowiedzialności za siebie i
świat.
- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała głos
Czarnoskrzydłego.
Ciemność zaczęła falować w rytm jej dygocącego serca.
Kondensowała w sobie niepewność całego świata. Jej myśl krzyczała resztkami
swojego istnienia. Walczyła o przetrwanie wszystkiego, co miała, co stworzyła.
Walczyła o Ciemność – do jej nie istnienia bezforemną,
czarną i pustą teraz kształtną kształtem jej bytu, kształtem jej woli.
Wydoroślała w Ciemności, ale nie było w niej czerni. Była
Ciemnością a Ciemność była nią.
Gdyby zapytał ją ktoś ile ma lat nie potrafiłaby
odpowiedzieć dokładnie.
Z każdym dniem – jeżeli w ogóle można mówić o takim zjawisku
gdyż w Ciemności nie było wschodów i zachodów słońca – nabierała pewności, że
żyje tysiące lat.
Jego jej świat stwarzał nieograniczone możliwości.
Dzięki temu, co wykreowała własną wyobraźnią, co w jej
umyśle przyoblekało realne kształty miała poczucie istnienia.
- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała ponownie
głos Czarnoskrzydłego, ale już nie tak pewny jak poprzednio.
- Ucieknę – pomyślała – tylko, dokąd?
Gdyby zapytał ją ktoś gdzie jest i dokąd idzie nie
potrafiłaby odpowiedzieć dokładnie.
Wędrowała może przed siebie, może za siebie, może w prawo
albo w lewo – zawsze w Ciemność i zawsze tu.
- Nasz czas dobiega końca – powiedział Czarnoskrzydły.
- Dzień, w którym zobaczysz znak zbliża się a wtedy ja
będę kochał tylko Ciebie i na zawsze – dodał roniąc czerwoną łzę z czerwonych
oczu.
- Przecież jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powiedziała.
- Nie płacz… – nie dokończyła i odwzajemniając się łzami
pobiegła w Ciemność w szale potępieńczych myśli.
Już nie była formą ani myślą. Była tylko reakcją i
smutkiem.
Nie zauważyła, że już nie jest w Ciemności i że wyszła z
cienia własnego światła
Zatrzymała się nie mogąc złapać tchu.
U jej stóp leżało białe pióro. Odruchowo chciała podnieść
je, ale usłyszała:
- Zostaw – głos był ciepły, ale stanowczy.
Naprzeciw niej stał Białoskrzydły.
- Chodź pokażę Ci mój świat – powiedział i podał jej
rękę.
- Teraz będziesz kochać tylko mnie aż zobaczysz znak –
dodał.
Nie pytając o nic poszła z Białoskrzydłym i stała się
Światłem.
Każdy
człowiek pragnie mieć anioła na własność, mimo, że nigdy go nie widział. Każdy
człowiek chce wykorzystać anioła i pozbyć się odpowiedzialności za siebie i
świat.
- Jesteś przyczyną, dla której istnieję – usłyszała.
Nie była pewna czy słowa te wypowiedział Białoskrzydły
czy jej własne myśli nabrały ich kształtu.
Aura tajemniczości
spowodowała, że ona i czas na jego krótką chwilę stali się ponownie ofiarami
własnych strachów. Doświadczenia realne i marzenia kłóciły się ze sobą.
Wpatrywała się w białą przestrzeń jakby przebijała oczami
przez obrazy znane, ale nierozpoznawalne. I spojrzała na Światło – jego jej
świat – niczym nieograniczoną siłę. I żyła prawdziwie, tworząc świat emocji,
idee czegoś pięknego i nieustającego, miłością zapisując jego wizerunek
stworzony na nowo w innej rzeczywistości. I znowuż czuła jego myśli obejmujące
ją od tyłu – silne, kojące.
Wierzyła w niego. Ufała mu.
W jego ramionach czuła zapach przyszłości. A przyszłość
była teraz. Była życiem, wyobraźnią, przetrwaniem.
Wszystko od tego momentu było inne. Zupełnie nowe.
W bezkresie głębokiego czasu poruszała się bez cieni
przelewając swoją duszę w dzieło nieskończoności.
- Wiesz, jestem duszą tego świata – powiedziała do
Białoskrzydłego jednocześnie uśmiechając się z dziecięcą wrażliwością.
- Zasługujesz na cały świat – odpowiedział Białoskrzydły
odwzajemniając uśmiech i nie czekając na odpowiedź zapytał:
- Chcesz wejść na wzgórze?
- Na jakie wzgórze?! Gdzie jest wzgórze?! Przecież wokół
jest tylko biel?! – piszczała z iskierkami w oczach. Kiedy już się opanowała –
powiedziała powtarzając dwukrotnie żeby ani ona ani Białoskrzydły nie mieli
wątpliwości:
- Tak, chcę! Tak! Tak!
Aby dostać się na sam wierzchołek musieli przenikać przez
mgłę – złotą od promieni wschodzącego słońca. Usiedli i rozmawiali – długo i
radośnie dopóki mgła nie opadła. Dopiero teraz zwróciła uwagę, że odzyskała
możliwość dostrzegania barw wokół. Patrzyli przed siebie w milczeniu.
- Nigdy nie nałożę na Ciebie ciężaru, którego nie
udźwigniesz – wyszeptał Białoskrzydły przerywając ciszę.
Coś drgnęło w jej sercu. Z niepokojem odwróciła głowę w
stronę Białoskrzydłego i patrząc w czerwone jego oczy drżącym głosem zapytała:
- Dlaczego to mówisz?
- Bo dzień, w którym zobaczysz znak nadchodzi a wtedy
będziesz kochać i będziesz kochana. Wszystko stanie się jednoczesne i w Tobie. Bez przywiązania i oceny.
Będąc gwiezdną kobietą przekażesz swoją opowieść dalej,
nie zamykając tego, co było, otwierając to, co jest. Znikną pozory, odkryjesz
rzeczywistość i prawdę.
- Ale ja… – chciała mówić dalej, lecz słowa grzęzły w
gardle i tylko czerwone łzy popłynęły z czerwonych jej oczu.
- Jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powiedział
Białoskrzydły.
- Jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powtórzył
Białoskrzydły, lecz tego już nie słyszała.
Zbiegała ze wzgórza tworząc inny rodzaj jasności,
- Jak myślisz Mikail, Mi jest gotowa? – zapytał
Czarnoskrzydły siadając obok niego.
- Przecież wiesz tak samo jak ja, Daim – odpowiedział
Białoskrzydły.
sierpień.2010r.
sapientia



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz