wtorek, 17 sierpnia 2010

Historia Pewnej Dziewczynki

PODOBIEŃSTWO DO SŁÓW JUŻ ISTNIEJĄCYCH I WĘDRUJĄCYCH PO ŚWIECIE JEST NIEPRZYPADKOWE


Wypatrywała znaków całe życie.

Dawno temu, kiedy była małą dziewczynką Czarnoskrzydły powiedział jej:
- Będziesz kochać tylko mnie. Tak długo póki nie zobaczysz znaków.
- Jakich znaków? – zapytała dziecięcym, wylęknionym głosem i nie czekając na odpowiedź pośpiesznie otworzyła oczy.

Leżała przytulona do pluszowego misia.
Znajome kształty pokoju wlały w jej małe, rozedrgane serduszko nadzieję.
Nadzieję, że był to tylko zły sen.
W jej głowie brzmiały powielane niczym echo ostatnie słowa nocnej mary.

- Dziwne – pomyślała. Słowa zamiast zanikać stawały się coraz wyraźniejsze.
- Nie bój się – wyszeptała do misia i… nie dokończyła.
Pod ścianą w fotelu siedział Czarnoskrzydły.
- Nie uciekniesz – usłyszała tym razem wyraźnie.

Gdyby mogła wyskoczyłaby z łóżka i pobiegła nie odwracając się za siebie, ale strach paraliżował każdy przebłysk świadomości, każdą chęć zerwania więzi między nim a nią.

Ciemny pokój rozświetlał jedynie księżyc swoimi promieniami – nieśmiało i bojaźliwie jakby uczestniczył wbrew własnej woli w wydarzeniach tej przestrzeni.
Czarnoskrzydły uniósł się z fotela i podszedł bliżej – tak, aby mogła dojrzeć jego oczy.
Były czerwone.
Na tle ledwo zarysowanej twarzy wyrażały pewność siebie i… miłość. Miłość czystą i bezwarunkową.

- Usłyszała jakieś słowa, ale w pierwszej chwili nie rozumiała, jakie.
- Zaufaj mi – powtórzył Czarnoskrzydły podając jej swoją dłoń.
- Chodź pokażę Ci mój świat – powiedział i pomógł jej wstać.
Jeszcze trochę niepewnie, drżąc wstała. Dopiero teraz zauważyła, że Czarnoskrzydły lśni wszystkimi kolorami czerni.
Zawsze uważała, że czerń jest tylko czarna. Teraz odkryła czerń kolorową jak kolorowa jest tęcza po burzy.

Zrobiła pierwszy krok, potem następne.
Z każdym oddalała się od tego, co znała, od życia w świetle i kiedy przekroczyła granicę między światłem a ciemnością zapanowała cisza. Cisza tak cicha, że mogła słyszeć własne i jego myśli.
Od tej pory porozumiewali się bez słów. Ciemność otulała ją niczym ramiona kochanka - jego ramiona, jego ciemność, jego świat. Była w nim tak długo i weszła tak głęboko, że trudno było jej przywołać nawet wspomnienie tego skąd przyszła.

Żeby żyć zaczęła tworzyć nieustanny strumień wyobrażeń, swój nowy jego świat. Świat, jakiego ciemność nie widziała ani przed ani po niej. Pogrążała się w głąb swojej świadomości uwalniając się ze świata pojęć, odczuć i znaczeń.

- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała.
- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – powtórzył Czarnoskrzydły.

Każdy anioł pragnie mieć człowieka na własność, mimo, że nigdy go nie widział. Każdy anioł chce wykorzystać człowieka i pozbyć się odpowiedzialności za siebie i świat.





- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała głos Czarnoskrzydłego.

Ciemność zaczęła falować w rytm jej dygocącego serca. Kondensowała w sobie niepewność całego świata. Jej myśl krzyczała resztkami swojego istnienia. Walczyła o przetrwanie wszystkiego, co miała, co stworzyła.
Walczyła o Ciemność – do jej nie istnienia bezforemną, czarną i pustą teraz kształtną kształtem jej bytu, kształtem jej woli.

Wydoroślała w Ciemności, ale nie było w niej czerni. Była Ciemnością a Ciemność była nią.

Gdyby zapytał ją ktoś ile ma lat nie potrafiłaby odpowiedzieć dokładnie.
Z każdym dniem – jeżeli w ogóle można mówić o takim zjawisku gdyż w Ciemności nie było wschodów i zachodów słońca – nabierała pewności, że żyje tysiące lat.

Jego jej świat stwarzał nieograniczone możliwości.
Dzięki temu, co wykreowała własną wyobraźnią, co w jej umyśle przyoblekało realne kształty miała poczucie istnienia.

- Jesteś tylko moim wyobrażeniem – usłyszała ponownie głos Czarnoskrzydłego, ale już nie tak pewny jak poprzednio.

- Ucieknę – pomyślała – tylko, dokąd?

Gdyby zapytał ją ktoś gdzie jest i dokąd idzie nie potrafiłaby odpowiedzieć dokładnie.
Wędrowała może przed siebie, może za siebie, może w prawo albo w lewo – zawsze w Ciemność i zawsze tu.

- Nasz czas dobiega końca – powiedział Czarnoskrzydły.
- Dzień, w którym zobaczysz znak zbliża się a wtedy ja będę kochał tylko Ciebie i na zawsze – dodał roniąc czerwoną łzę z czerwonych oczu.
- Przecież jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powiedziała.
- Nie płacz… – nie dokończyła i odwzajemniając się łzami pobiegła w Ciemność w szale potępieńczych myśli.

Już nie była formą ani myślą. Była tylko reakcją i smutkiem.

Nie zauważyła, że już nie jest w Ciemności i że wyszła z cienia własnego światła

Zatrzymała się nie mogąc złapać tchu.

U jej stóp leżało białe pióro. Odruchowo chciała podnieść je, ale usłyszała:
- Zostaw – głos był ciepły, ale stanowczy.

Naprzeciw niej stał Białoskrzydły.

- Chodź pokażę Ci mój świat – powiedział i podał jej rękę.
- Teraz będziesz kochać tylko mnie aż zobaczysz znak – dodał.

Nie pytając o nic poszła z Białoskrzydłym i stała się Światłem.

Każdy człowiek pragnie mieć anioła na własność, mimo, że nigdy go nie widział. Każdy człowiek chce wykorzystać anioła i pozbyć się odpowiedzialności za siebie i świat.




 
- Jesteś przyczyną, dla której istnieję – usłyszała.

Nie była pewna czy słowa te wypowiedział Białoskrzydły czy jej własne myśli nabrały ich kształtu.
 Aura tajemniczości spowodowała, że ona i czas na jego krótką chwilę stali się ponownie ofiarami własnych strachów. Doświadczenia realne i marzenia kłóciły się ze sobą.
Wpatrywała się w białą przestrzeń jakby przebijała oczami przez obrazy znane, ale nierozpoznawalne. I spojrzała na Światło – jego jej świat – niczym nieograniczoną siłę. I żyła prawdziwie, tworząc świat emocji, idee czegoś pięknego i nieustającego, miłością zapisując jego wizerunek stworzony na nowo w innej rzeczywistości. I znowuż czuła jego myśli obejmujące ją od tyłu – silne, kojące.
Wierzyła w niego. Ufała mu.
W jego ramionach czuła zapach przyszłości. A przyszłość była teraz. Była życiem, wyobraźnią, przetrwaniem.
Wszystko od tego momentu było inne. Zupełnie nowe.
W bezkresie głębokiego czasu poruszała się bez cieni przelewając swoją duszę w dzieło nieskończoności.

- Wiesz, jestem duszą tego świata – powiedziała do Białoskrzydłego jednocześnie uśmiechając się z dziecięcą wrażliwością.
- Zasługujesz na cały świat – odpowiedział Białoskrzydły odwzajemniając uśmiech i nie czekając na odpowiedź zapytał:
- Chcesz wejść na wzgórze?
- Na jakie wzgórze?! Gdzie jest wzgórze?! Przecież wokół jest tylko biel?! – piszczała z iskierkami w oczach. Kiedy już się opanowała – powiedziała powtarzając dwukrotnie żeby ani ona ani Białoskrzydły nie mieli wątpliwości:
- Tak, chcę! Tak! Tak!

Aby dostać się na sam wierzchołek musieli przenikać przez mgłę – złotą od promieni wschodzącego słońca. Usiedli i rozmawiali – długo i radośnie dopóki mgła nie opadła. Dopiero teraz zwróciła uwagę, że odzyskała możliwość dostrzegania barw wokół. Patrzyli przed siebie w milczeniu.

- Nigdy nie nałożę na Ciebie ciężaru, którego nie udźwigniesz – wyszeptał Białoskrzydły przerywając ciszę.
Coś drgnęło w jej sercu. Z niepokojem odwróciła głowę w stronę Białoskrzydłego i patrząc w czerwone jego oczy drżącym głosem zapytała:
- Dlaczego to mówisz?
- Bo dzień, w którym zobaczysz znak nadchodzi a wtedy będziesz kochać i będziesz kochana. Wszystko stanie się jednoczesne i w Tobie. Bez przywiązania i oceny.
Będąc gwiezdną kobietą przekażesz swoją opowieść dalej, nie zamykając tego, co było, otwierając to, co jest. Znikną pozory, odkryjesz rzeczywistość i prawdę.
- Ale ja… – chciała mówić dalej, lecz słowa grzęzły w gardle i tylko czerwone łzy popłynęły z czerwonych jej oczu.
- Jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powiedział Białoskrzydły.
- Jestem tylko Twoim wyobrażeniem – powtórzył Białoskrzydły, lecz tego już nie słyszała.

Zbiegała ze wzgórza tworząc inny rodzaj jasności,

- Krzyż Południa będzie Twoim drogowskazem – szepnął Białoskrzydły w jej kierunku i objął ją myślami mocno i troskliwie.
 
- Jak myślisz Mikail, Mi jest gotowa? – zapytał Czarnoskrzydły siadając obok niego.
- Przecież wiesz tak samo jak ja, Daim – odpowiedział Białoskrzydły.


sierpień.2010r.

 sapientia






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz