piątek, 6 sierpnia 2010

Sąsiedztwo


...Stoi na środku okrągłego hallu. Wokół w promieniu dwóch, trzech metrów nikogo nie było. Dopiero dalej stali ludzie tworząc wyraźną granicę między sobą, a nim.
Zastanawiał się czy to przypadek, czy może on swoją odmiennością powodował, że ludzie podświadomie woleli trzymać się od niego na dystans.
Ani go to nie dziwiło, ani nie przeszkadzało mu.
Odrębność była dla niego czymś normalnym.
Tam skąd pochodził nikt nie zwracał uwagi na takich jak on. W ogóle nikt nie interesował się drugą istotą w stopniu większym niż nakazywały mu obowiązki narzucone przez Federację, przez kodeks powstały na przestrzeni wieków.
Wędrując po różnych Światach nie doznawał takiej wolności jak w Federacji. Lubił wracać do siebie, bo mimo przyjemności, jaką czerpał doświadczając różnorodności innych Światów i tamtych zwyczajów, mimo że „skacząc” na Ziemię poznał JĄ i dzięki niej zakosztował czegoś, co w Federacji było nieznane i nieosiągalne, to właśnie Federacja dawała jemu i wszystkim innym bezpieczeństwo, wolność i swobodne decydowanie o swoim losie.
Tylko czy los jest naszym sprzymierzeńcem? Czy swoboda działania integruje nas z losem?
Los owija mgłą swoich ramion zazwyczaj delikatnie ciągnąc nas w swoją stronę.
Bywa, że nie świadomie lub świadomie wymykamy się z kokonu przeznaczenia i wtedy zjawiają się Latacze – dwuskrzydłe, humanoidalne stwory.
Jest to jedyne, co łączy Ziemię i Federację.
Ludzie mówią, że są to anioły… 



06.08.2010r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz