Nie
zastanawiał się, do czego był zaproszony; po prostu cieszył się pierwszym
oddechem i każdym następnym. Cieszył się mrowieniem w jego tworzących się
członkach. Cieszył się obecnością swej matki i jej miłością.
Z
jej pragnienia zrodziło się jego pragnienie, bez bólu chciwości i pożądania. Byli przestrzenią, energią
wszechświata, w której i z której tworzyli gwiazdy, planety, galaktyki. Stworzyli
życie, człowieka.
Kiedy
był młody, bardzo młody (w ludzkim rozumieniu czasu), matka – Istota
wszystkiego, pokazała mu reguły istnienia.
Był
jak ptak wędrowny, przemierzający przestrzeń w każdym możliwym kierunku
jednocześnie. Cieszył się tym
zwłaszcza, kiedy ocierał się o Ziemię.
Oprócz
Keter, która była ich gniazdem, piękna sama w sobie, Ziemią zaraził się w
sposób szczególny. Może dlatego, że ilekroć dotykał jej, czuł niezwykłą energię
pojedynczego życia.
-
Nie musisz nic mówić, wszystko wiem – powiedziała matka, kiedy powrócił z
kolejnego poznawania świata. Chyba rozumiesz, że jeżeli to zrobisz już nie
będziesz nieśmiertelny.
-
Przecież wiesz matko, że nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet w boskim
świecie, a co dopiero w ludzkim. Poza tym sama mówiłaś, że bez zasiania ziarna
nie zbierzesz żniwa.
-
Czuję, że cię nie zatrzymam.
Objął
matkę, tak bardzo po ludzku, a ona ludzką łzę uroniła.
-
Dziękuję. Wiem, że zawsze przy mnie będziesz. Kocham cię.
Z
nosem w książce siedział w głębokim fotelu. Był późny wieczór.
-
Chcesz czegoś do picia? – usłyszał pytanie.
-
Nie, dziękuję – odpowiedział nie odrywając się od czytania.
-
Może chcesz kawałek ciasta? – usłyszał kolejne pytanie.
-
Jedzenie o tej godzinie jest niezdrowe – odpowiedział, tym razem spoglądając na
nią.
-
Co robisz?
-
Pytasz, co robiłem? Czytałem, a teraz rozmawiam z tobą.
-
Tak? – zapytała z zaskoczeniem w głosie.
-
Tak – odpowiedział rozbawiony i odłożył książkę na stolik obok.
-
Bo wiesz… jesteśmy razem tyle lat, może mogłabym poznać twoich rodziców? –
zapytała jakby od niechcenia.
-
Znasz ich – odpowiedział bez emocji.
-
Jak to? Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
-
Pamiętasz pierwszy dźwięk, jaki usłyszałaś w życiu?
-
Hm… niech pomyślę. Mama mówiła, że kiedy się urodziłam śpiewała mi kołysanki.
Może to było to?
-
A jeszcze wcześniej.
-
Mój pierwszy krzyk. Hi, hi! – powiedziała rozbawiona i dumna.
-
A jeszcze wcześniej.
-
Jeszcze wcześniej… tylko mogło być bicie serca mojej mamy – powiedziała bez
przekonania.
-
Nie zgaduj, tylko pomyśl.
-
Nie zgaduj! Nie zgaduj! – przedrzeźniała go. Jak mam pamiętać coś, co było
zanim się urodziłam?
-
No dobrze; to może pamiętasz, co zobaczyłaś, kiedy pierwszy raz otworzyłaś
oczy?
-
I pewnie też zanim się urodziłam?
-
Dla ułatwienia powiem… tak!
-
Kochanie, przyznaj się. Wstydzisz się swoich rodziców – powiedziała stanowczo.
-
Nie wstydzę się swoich rodziców.
-
Mnie się wstydzisz? – mówiąc to usiadła mu na kolanach, wtuliła się w niego i
bawiąc się jego brodą dodała – A
mówiłeś, że mnie kochasz.
-
Kocham cię. Poczekaj. Spróbuj się wyciszyć, zamknij oczy. Zamknęłaś?
-
Zamknęłam.
-
Rozluźnij mięśnie.
-
Wtedy spadnę.
-
Nie spadniesz, trzymam cię. Wyrównaj oddech i o niczym nie myśl.
Odczekał
chwilę.
-
Wyobraź sobie ocean, że leżysz na wznak w oceanie z zamkniętymi oczami.
Unoszona lekko rozkołysaną powierzchnią wody słyszysz jej szum i niby
dzwoneczki grające w oddali. Dźwięk dzwoneczków zbliża się, jest tuż nad twoją
głową. Już nie pływasz w oceanie, jesteś oceanem. Otwierasz oczy…
-
Ojej! – krzyknęła. Otworzyła oczy, wyprostowała się i nie mogąc złapać tchu,
jeszcze raz krzyknęła – Ojej!
-
To… to… – dukała łapiąc powietrze w usta.
-
Mówiłem, że znasz moich rodziców. Pierwszych rodziców.
Nie
ukrywając łez, patrząc w jego oczy, powiedziała – dziękuję. Po chwili zapytała
– kim jesteś?
-
Jestem tym, co patrzy przez moje oczy i słyszy przez moje uszy.
Wszystko
było nagłe i cudowne. Poczuła przypływ gorąca – straciła przytomność.
Zeszła
poniżej poziomu myśli, w przestrzeń. Pierwsze było niepokojące, ale też
euforyczne. Zwracała uwagę na szczegóły, ale nie skupiała się na nich, bo
wiedziała, że wtedy może zapomnieć, jaka jest całość. Widziała świetliste kształty
przypominające hologramy. Ich piękno wzbudzało szacunek. Wszystko nieustannie się zmieniało i poruszało.
-
Jesteś mną, a ja jestem tobą. Ufasz mi? – usłyszała ciepły, dochodzący z jej
wnętrza głos.
-
Ufam – usłyszała drugi głos i zdziwiona domyśliła się, że to były jej słowa.
-
To znaczy, że ufasz też sobie. Jeżeli uważnie posłuchasz siebie, już nigdy nie
będziesz taka sama – usłyszała ponownie pierwszy głos.
Doświadczała
radosnej mocy własnego umysłu. Powróciła pamięć dzieciństwa, intymne
wspomnienia, przerwane życie. Widziała, jak zawsze czerpała przyjemność z
umiaru.
Ani
wtedy, ani nigdy później nie miała wątpliwości kim, a raczej, czym jest.
Otworzyła
oczy. Leżała na sofie z głową na jego kolanach.
-
Znam cię od zawsze – powiedziała.
-
Ja ciebie też – odpowiedział.
-
I to wszystko pamiętasz? – zapytała.
-
Nie muszę pamiętać, to jest we mnie.
-
Czułam się jakbym przeżywała to, co ktoś namalował.
-
Nie ktoś tylko ty – malowałaś swoim życiem.
-
Byłeś tam, widziałam cię, kiedy się rodziłam i kiedy stawiałam pierwsze kroki.
Byłeś tam, kiedy biegałam z chłopakami całymi dniami po lesie i kiedy spadałam
z drzewa. Wiesz? Uwielbiałam chodzić po drzewach, wysoko w ich koronach kołysać się na wietrze.
Chciał
powiedzieć, że wie, ale nie przerywał jej.
-
Byłeś też, kiedy topiłam się w rzece i kiedy Diana – ruda suczka – odeszła.
Kiedy w czasie sztormu siedziałam na wysokim klifie i patrzyłam na kłębiące się
pod nogami morze, też byłeś. Kiedy pierwszy raz… oj świntuszku!
-
Ale nie patrzyłem – szybko zareagował.
-
Dobra, dobra – uśmiechnęła się. -
I widziałam cię też, kiedy jacht, w białym szkwale, przewrócił się na jeziorze. Kiedy prąd przemknął przez moje ciało i płomienie
strzelały z brzucha, też byłeś. Widziałam cię w górach, kiedy skręciłam kostkę
i kiedy pierwszy raz zakochałam się. Kiedy uczyłam się latać i niemiłosiernie
targało na wszystkie strony paralotnią, ty byłeś obok, widziałam cię. Widziałam
cię wszędzie tam, gdzie – jak mówisz – malowałam swoje życie.
A teraz jesteś
tutaj.
-
Aj tam, aj tam! No jestem, a gdzie mam być?
Żeby
ukryć wzruszenie szybko zapytał.
-
Lubisz matematykę, prawda? – nie czekając na odpowiedź zadał drugie pytanie. -
Ile jest jeden dodać jeden? – tym razem czekał aż usłyszy jej głos.
Wstrzymała oddech,
wilgotne oczy odbijały jego spojrzenie. Przyzwyczaiła się, że jego pytania
nigdy
nie były oczywiste.
nie były oczywiste.
- Jeden –
odpowiedziała po chwili.
- Jesteś pewna?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz